6 obserwujących
236 notek
111k odsłon
  205   2

Nie sposób milczeć, słuchając o „Odpowiedzialności biernych” … .

Niełatwo odnieść się do wydarzenia, w którym nie można było w pełni uczestniczyć – opieram się jedynie na tych wykładach, które udostępnione zostały online. Zastanawiając się nad omówieniem konferencji „Odpowiedzialność biernych”, która miała miejsce w Oświęcimiu w dniach 18-20 czerwca  pomyślałem, że dobrym punktem odniesienia może być poczyniona przez jedną z prelegentek obserwacja dotycząca dychotomii, jaką zdaniem Pani Karoliny Panz można zaobserwować w stosunku społeczności znanego uzdrowiska Rabka Zdrój do historii.

Mieszkańcy kultywują w różnych formach pamięć o antyniemieckim i antykomunistycznym podziemiu, a zdają się pomijać dzieje Żydów mieszkających dawniej w Rabce i historię ich zagłady przez Niemców oraz świadectwa polskiego antysemityzmu.

Pozwolę sobie skorzystać z tej obserwacji bo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że szeroko ujmowana dychotomia towarzyszyła samej konferencji (tej części, którą mogłem obserwować) i to na różnych polach.

Na płaszczyźnie naukowej dało się zauważyć, że większość referatów odnoszących się bezpośrednio do relacji polsko-żydowskich zdawała się powielać rabczański schemat. Praktyczne pominięcie charakteru niemieckiej okupacji, a w przypadku referatu Pani Karoliny Panz informacji o wsparciu udzielanym Żydom przez niektórych mieszkańców Rabki stwarzało silne wrażenie jednostronności. I może dałoby się to wytłumaczyć przyjętym przez prelegentów założeniem, że pominięte przez nich fakty winny być znane słuchaczom, gdyby nie np. teza wysunięta przez Panią Marię Ciesielską o cichym przyzwoleniu polskiego środowiska lekarskiego na eliminację Żydów z izby lekarskiej. Teza nie poparta żadnymi znaczącymi dowodami, a wsparta jedynie przykładami przedwojennych przejawów dyskryminowania Żydów przez polskie środowisko lekarskie.

Również pozbawiona uzasadnienia konstatacja zwieńczyła niefortunnie najbardziej przejmującą (dla mnie) relację Pana Piotra Weisera o pewnej inskrypcji z pryczy Majdanka. Przybliżając niezwykłą historię zachowania w ludzkiej pamięci, bo nie w wymiarze materialnym – pryczy nie odnaleziono - bodaj ostatnich słów idącej na śmierć młodej dziewczyny, Pan Piotr, zastanawiając się nad genezą i celowością tego napisu uznał, że był on, tak ja to zrozumiałem, wołaniem o szacunek ze strony pozostałych przy życiu dla idących na śmierć, o godne człowieka odniesienie się do tej śmierci. I gdyby prelegent na tym zakończył wypowiedź miałaby ona charakter uniwersalnego przesłania. Pan Piotr postanowił jednak dodać, że Polacy nie zdali egzaminu jaki postawiła przed nimi Autorka inskrypcji. Nie zauważył przy tym, że sam fakt zachowania Jej słów przeczy tak surowemu osądowi. A omawiając to bardzo jednostkowe zdarzenie nie przedstawił argumentów na rzecz kończącej wypowiedź tezy. I nie sposób w kontekście tej surowej oceny stosunku do śmierci ze strony ludzi, którzy sami dzień później podzielić mogli tragiczny los, nie przypomnieć słów, które padły w bezpiecznym środowisku telewizyjnego studia z ust pewnej Pani Profesor, a które opisywały czym różni się „biologiczna” śmierć jednych od „metafizycznej” śmierci innych.       

Na płaszczyźnie kulturowej nie sposób pominąć dychotomii, której sprawcą była Pani Marta Grudzińska z Państwowego Muzeum  na Majdanku, autorka ciekawego referatu o grypsach pisanych przez więźniów Majdanka. Słuchając online innych wystąpień, Pani Marta logowała się w sobotę eksponując … czerwoną błyskawicę, symbol strajku kobiet. Ten widok wywoływał potrójny szok. Po pierwsze: spotkanie miało charakter konferencji naukowej, a nie politycznego wiecu. Bardzo raziło też zestawienie tematyki spotkania z symbolem ruchu, który zasłynął z promocji wulgaryzmów, chamstwa i otwartego nawoływania do przemocy i wręcz jej pochwalania. Jeśli przypomnieć jeszcze, że Pan Rafał Lemkin, twórca terminu „ludobójstwo” uważał za nie także zapobieganie życiu – wszak Niemcy promowali „aborcję” wśród „podludzi” – to symbol błyskawicy raził w jeszcze bardziej. Na szczęście, albo Pani Marta sama dostrzegła niestosowność swojego postępowania, albo ktoś postanowił przestać być biernym i zwrócił jej uwagę. W niedzielę błyskawica już się nie pojawiła.

W sferze organizacyjnej raziła decyzja o dopuszczeniu tylko osób „wyszczepionych” do bezpośredniego udziału w konferencji poświęconej opisowi, ale i ocenie postaw ludzi żyjących w ekstremalnie trudnych czasach. Dla mnie bierna akceptacje tej decyzji przez uczestników spotkania w istocie odbierała im prawo do oceny zachowania tych, którzy w znacznie trudniejszych warunkach zmuszani byli podejmować wybory, od których zależeć mogło życie ich samych oraz ich najbliższych.    

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale