7 obserwujących
256 notek
121k odsłon
  172   1

Wymiana ciosów – „Mistrz” kontra Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Na polskojęzycznym koncie twitterowym Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau znajdziemy taki wpis:

„Ze zdziwieniem przyjęliśmy blokadę ze strony @mistrzfilm. Mamy nadzieję, że powodem nie była nasza pogłębiona analiza skupiająca się na historycznych i faktograficznych aspektach ukazania w filmie obozu Auschwitz i losów Tadeusza Pietrzykowskiego: https://joom.ag/iVMI/p4”.

W odpowiedzi administrujący kontem filmowego „Mistrza” odpowiedzieli:

„Prosimy sprawdzić ponownie, nie ma żadnej blokady.”

Ta krótka „wymiana ciosów” skłoniła mnie do ponownego, po raz pierwszy zrobiłem to przed pójściem do kina, przeczytania wzmiankowanej recenzji. Solidna, erudycyjna i bardzo drobiazgowa praca nie unikająca co prawda pochwał, w swej przewadze wykazująca w bezlitosny sposób liczne rozbieżności pomiędzy filmem, a wiedzą o przeszłości,  która posłużyła za inspirację do jego powstania.

Trzeba oddać szacunek Autorce recenzji, Pani dr Wandzie Witek-Malickiej, zarówno za iście benedyktyński wysiłek włożony w analizę filmu jak i za końcowe uwagi, w których godząc się z tym „że sztuka ma swoje prawa” zaznacza „A ponieważ nie można zmienić założeń i celów istnienia sztuki, zasadne wydaje się raczej działanie dydaktyczne na rzecz zmiany sposobu myślenia odbiorcy o filmie … historycznym … recenzja nie ma zniechęcać do obejrzenia filmu „Mistrz”, ale przypomnieć i stanowczo zaakcentować, że nie jest on filmem biograficznym …, ani tym bardziej nie jest filmem dokumentalnym”.

Recenzja opublikowana została w magazynie „Memoria” nr 47 wydawanym po polsku i po angielsku przez Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Czytając recenzję po raz pierwszy skupiłem się na owej „pogłębionej analizie” - jakkolwiek interesująca, to jednak w żaden sposób nie wpłynęła ona na mój sposób odbioru filmu. Po kolejnej lekturze postawiłem sobie pytanie o walory dydaktyczne tego tekstu, skupiającego się na „historycznych i faktograficznych aspektach”. Przyjąłem założenie, że mam do czynienia z czytelnikiem anglojęzycznym niekoniecznie znającym historię II Wojny Światowej, niemieckiej okupacji na ziemiach polskich oraz niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady.

Niestety, z rażących ogólnością i brakiem precyzji zdań poświęconych życiorysowi bohatera filmu, takich jak: „Kiedy wybuchła wojna, Pietrzykowski walczył w obronie Warszawy” i dalej „Został aresztowany na terenie Węgier i osadzony w areszcie, skąd ostatecznie 14 czerwca 1940 roku trafił do obozu Auschwitz” czytelnik nie dowie się kto ponosi odpowiedzialność za   „wybuch” wojny i aresztowania, ani kto i dlaczego założył obóz Auschwitz, do którego „trafił” Pan Tadeusz Pietrzykowski.

Również z dalszej części recenzji słabo zorientowany w temacie czytelnik nie pozna sprawców tragedii pierwowzoru bohatera filmu i przeszło miliona innych ofiar Auschwitz. Bo przecież zwroty „ośrodek wypoczynkowy SS”, „lekarz SS”, „załoga SS”, „szpital SS”, „ambulatorium SS”, „rewir SS’, „”SS-mani” czy stopnie esesmanów poprzedzone literami „SS” można uznać za wyraz wręcz przesadnego (i raczej jednostronnego) skupienia się na „faktografii”, ale chyba ze zbyt daleko idącym pominięciem „historii”.

Również pojawiające się w tekście inne niemieckie obozy czy miejsca masowej zagłady wymieniane są bez dodatkowych określeń, jedynie z nazwy. Raz tylko mowa o „przeniesieniu” więźniów do „obozów w głębi Rzeszy”,  a w wypowiedzi przytoczonej z innego tekstu pojawia się termin „obozy hitlerowskie”.

Nie przeczę, przymiotnik „niemiecki”, co prawda znaczne rzadziej aniżeli symbol SS, ale jednak pojawia się w recenzji. Najczęściej odnosi się do „niemieckich” funkcyjnych i kryminalistów, o których dowiemy się, że też byli więźniami Auschwitz oraz do niemieckości niektórych bokserów, przeciwników „Mistrza”. Pewien fragment recenzji poświęcony jest „niemieckiemu” językowi. Jakkolwiek z tekstu nie wynika, że był to język oprawców (lepiej zorientowani lub bardziej bystrzy może się domyślą), to twórcom filmu Autorka zarzuca ograniczenie do dwóch języków (polskiego i niemieckiego) sposobu przedstawienia tego „międzynarodowego w charakterze” obozu. Nie sposób wszak przeoczyć jedynej uwagi odnoszącej się wprost do „postaci Niemców, przedstawicieli obozowej władzy” utożsamianych w filmie ze złem, z którym walczy uosabiający dobro bohater. Ale fragment ten to omówienie innej recenzji, a nie przytoczenie historycznych faktów w kontekście ich zgodności lub nie z filmem „Mistrz”. Popuszczając swobodnie wodze wyobraźni można wczuć się w postać nie znającego realiów czytelnika, który ów fragment zinterpretuje jako szkalowanie przez polskiego reżysera Niemców, którzy wszak nie pojawiają się w recenzji w sposób jednoznaczny w charakterze nacji odpowiedzialnej za agresję na Polskę w roku 1939, będący jej skutkiem wybuch II Wojny Światowej oraz za utworzenie i prowadzenie obozów koncentracyjnych i zagłady, takich jak Auschwitz-Birkenau.

Niestety, „nonszalancję w podejściu do faktów” i to tych podstawowych, bez znajomości których zagłębianie się w szczegóły wydarzeń wydaje się być zaspokajaniem próżnej ciekawości, zarzucić można także Autorce recenzji. Co z tego, że czytelnik dowie się np. jaka była skala śmiertelności wśród więźniów deportowanych do Auschwitz z więzienia Montelupich, skoro nie pozna odpowiedzialnych za te zbrodnie. Przypomina się biblijna przypowieść o źdźble i belce. O ile bowiem twórca filmu historycznego, porusza się jedynie w granicach wyznaczanych jego twórczą wyobraźnią, ale godząc się na krytykę w postaci wnikliwej i rzetelnej recenzji opartej o kryteria naukowe, o tyle Autor tej recenzji nie może sobie pozwolić na równie twórcze i swobodne odnoszenie się do przeszłości.

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale