48 obserwujących
323 notki
409k odsłon
327 odsłon

Zamienił stryjek Szydło na kijek

Wykop Skomentuj9

Pod koniec października okazało się, że zjednoczona opozycja może pozbawić Prawo i Sprawiedliwość władzy pod hasłem „anty-PiS”. Taka dynamika jest już widoczna nie tylko w dużych miastach, ale również na poziomie Kielc czy Nowego Sącza, miast i miasteczek znajdujących się w prawicowych bastionach. Prosta arytmetyka mówi, że jeśli do kolejnych wyborów pójdą razem PO, Nowoczesna, PSL i SLD, a poziom mobilizacji elektoratu wrogiego partii Kaczyńskiego pozostanie bez zmian, będziemy mieli nowy rząd i, kto wie, może nowego prezydenta rok później. Warto się zastanowić co przerwało tę zwycięską passę PiSu i jakie czynniki będą determinować preferencje elektoratu w nadchodzących wyborach.

Pierwszy zgrzyt w tej, jak wtedy wydawało się, dobrze naoliwionej pisowskiej maszynie, pojawił się, kiedy prezydent Duda zawetował ustawy sądowe latem 2017 roku. Widać było, że Kaczyński tak bardzo rozdrażnił Prezydenta swoim lekceważącym zachowaniem, że ten gotów był zatrzymać reformy, aby tylko zamanifestować swoją samodzielność. Jaki sens miało antagonizowanie Dudy, poniewieranie go przez otoczenie Prezesa, nie wie nikt. W polityce, jeśli kogoś się poniża, trzeba go natychmiast zabić, inaczej można oczekiwać brutalnej zemsty. Dlatego miarą polityka wysokiej klasy jest umiejętność współpracy, rozpoznawanie słabych punktów partnera, sztuka negocjacji i odpowiedniego nagradzania członków swojej drużyny. Z dzisiejszej perspektywy widać, że tamtego weta Dudy można było bez trudu uniknąć.

Drugą cezurą, była bez wątpienia rekonstrukcja rządu. Jej przyczyny do dziś nie zostały w pełni ujawnione elektoratowi partii rządzącej. Prawdopodobnie dzieje się tak, bo po prostu nie istnieje racjonalne wytłumaczenie postępowania prezesa Prawa i Sprawiedliwości, gdyż to właśnie on, nikt inny, zdecydował o usunięciu Beaty Szydło ze stanowiska prezesa rady ministrów i zastąpieniu jej przez „najbogatszego premiera” w historii III RP. Absurd tej decyzji jest tak porażający, że wygląda to na jakiś napad obłędu starzejącego się polityka, bądź efekt jakiegoś tajemniczego szantażu czy zakulisowego działania bliżej nieokreślonych i wszechpotężnych grup.

Jeśli Kaczyński myślał, że udobrucha brukselskich biurokratów wystawiając do rozmów z nimi uładzonego poliglotę zamiast „pachnącej rosołem” włościanki, to popełnił szkolny błąd negocjacyjny. Do rozmów z inteligentami wystawia się chłopa, a do rozmów z chłopami — inteligenta. Nigdy nie należy przejmować języka, sposobu myślenia, ba, nawet kopiować gestów partnera negocjacyjnego. Potwierdzi to każdy fachman, który potrafi skutecznie manipulować rozmówcą. Kaczyński rezygnując z Szydło pokazał słabość i wykazał się naiwnością żółtodzioba.

I oczywiście Bruksela poszła za ciosem. Poprzez ogłoszenie tak zwanego „zabezpieczenia” ustawy o sądzie najwyższym, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wpłynął na wynik wyborów samorządowych. W tym tygodniu PiS wycofał się rakiem z części reformy sądownictwa, aby nie dać szansy TSUE na kolejny niekorzystny wyrok, który zapewne zostalby ogłoszony bezpośrednio przed eurowyborami w maju przyszłego roku. Polska dostała solidnego kopniaka w tyłek, innymi słowy, zostaliśmy zmuszeni do do wprowadzenia nonsensownego przepisu o zrównaniu i podwyższeniu wieku emerytalnego sędziów, a rząd tę oczywistą porażkę przestawia jako kontrolowany odwrót. Nic z tych rzeczy. Jest to odstępstwo od ogólnie przyjętych przepisów emerytalnych i szczególne traktowanie „kasty”. Trudno wymyślić gorszy przykład dla maluczkich. Jest kwestią czasu kiedy rząd usłyszy kolejne skargi na przepisy, które nie podobają się w Berlinie czy Paryżu. A punktów spornych jest mnóstwo, bo rząd PiSu naruszył wiele zagranicznych i krajowych interesów. Władza znajdzie się w sytuacji bez wyjścia, bo ostry spór z Brukselą jeszcze bardziej zmobilizuje „anty-PiS”, a wybory do parlamentu europejskiego staną się plebiscytem „za”, bądź „przeciw” Unii Europejskiej. Skoro 80% Polaków jest za pozostaniem w UE, można łatwo przewidzieć jaki będzie rezultat takiego starcia. Opozycja totalna dostanie jeszcze większego wiatru w żagle i odsunięcie PiS od władzy będzie tylko kwestią czasu.

W całej tej historii śmieszy postrzeganie premiera Morawieckiego jako wytrawnego polityka. Po pierwsze, nasz bankowiec nie zrobił niczego dla zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich wyborach. Po drugie, bezczelnie przypisał sobie zasługi w zwalczaniu mafii VATowskiej. W tym obszarze rząd odnotował duży sukces, ale jego ojcem jest poprzednik Morawieckiego na stanowisku ministra finansów Paweł Szałamacha, ministerstwo sprawiedliwości ze Zbigniewem Ziobro na czele oraz służby specjalne kierowane przez Mariusza Kamińskiego. Obecny premier przyszedł „na gotowe”, po prostu zachował się jak modelowy korposzczur, czyli wykorzystał pracę innych do wypromowania siebie. Problem w tym, że na to wszystko pozwolił mu szef partii rządzącej.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka