0 obserwujących
3 notki
668 odsłon
  108   0

SKĄD WYRASTAJĄ NOGI - suplement

myśl przewodnia: „ u źródeł każdej z filozofii mniej lub bardziej bezpośrednio leży próba odpowiedzi na doświadczenie zła” - zasłyszane na jednym z wykładów ks. prof. Józefa Tischnera z drugiej połowy lat 80-tych ubiegłego wieku, poświęconych „Symbolice zła” Paula Ricœura
 
Niektórzy zapewne jeszcze pamiętają, jak po uzgodnieniach zawartych przy „okrągłym stole" między władzą, a „społeczeństwem”, wśród pewnej części polityków „solidarnościowych" stał się modny pogląd, jakoby tradycyjne podziały polityczne na lewicę i prawicę utraciły swój pierwotny sens.
Argumentowano wówczas, iż we współczesnym świecie owe podziały utraciły swe racjonalne podstawy, ponieważ nie odzwierciedlają tego, co dzieje się w rzeczywistości politycznej. Że w gruncie rzeczy partie dzielą się na te, które kierują się rozsądkiem, pragnąc postępu i reform oraz takie, które grupują ludzi kierujących się resentymentem i przez to zaślepionych, dla odróżnienia zwanych często "ciemnogrodzianami”, czyli ludźmi nieoświeconymi.
Pojawiły się histeryczne artykuły Michnika i wielu innych drukowane w "Gazecie Wyborczej"
w związku z walką o Komitety Obywatelskie, w których to ad'hoc budowano tego typu ideologię, próbując opanować całość ruchu. Cóż, stało się inaczej - owi ideolodzy „światłości" nie opanowali Komitetów Obywatelskich, a scena polityczna wróciła do nieświatłych tradycji, dzieląc się na prawą i lewą stronę. Po upadku systemu komunistycznego dominującą rolę na lewicy zaczęła odgrywać tzw. socjaldemokracja.
 
STRONA LEWA
Partie socjaldemokratyczne w zgodzie ze swym drugim członem nazwy uważają, że system demokracji parlamentarnej jest najwłaściwszym sposobem politycznego zorganizowania społeczeństwa. Jako socjaliści natomiast za swój cel uznają socjalną osłonę słabszych, biednych
i chorych? A więc szlachetne cele, których korzeni motywacyjnych należałoby szukać w wartościach etycznych, we wrażliwości altruistycznej - bo przecież „człowiek to brzmi dumnie"
i nie samym chlebem żyje. Tak czy siak owe szlachetne cele, wywodzące się z nieobojętności na cudze cierpienie, budzą sympatię i szacunek, tak jak budziły go czyny i zasady rycerstwa błędnego opiewane przez dawnych poetów. Dobre chęci, jak wiadomo, ważna rzecz (inaczej nie byłoby czym piekła brukować), jednak nie mniej ważny jest sposób ich realizacji. Toteż tęgie głowy socjalizmu problem ów wałkują od dawna. A trzeba uczciwie przyznać, że kto jak kto, ale socjaliści (być może wskutek swej szczególnej wrażliwości) posiadają zazwyczaj nieprzeciętny talent do główkowania, jak również rzadko spotykaną umiejętność werbalizowania tego, co główka zrodzi.
Dobry lekarz zwalczając chorobę prócz objawów stara się przede wszystkim usunąć jej przyczynę. Do tego niezbędna jest mu właściwa diagnoza. Toteż socjaliści, strapieni losem chorego z nieszczęść społeczeństwa, przywiązują słusznie dużą wagę do ustalenia przyczyn bidy. Owych przyczyn najczęściej upatrują w wadliwym podziale dóbr, w wadliwej strukturze społecznej itp. Jednym słowem, ludzie są upośledzeni przez niesprawiedliwy system.
Problem odpowiedzialności moralnej postępowcy przenoszą z wnętrza sumienia człowieka na zewnątrz, bo człowiek jest „tabula rasa”, a właściwie to nawet z natury swej jest dobry, tylko później nieprawości świata go psują.
Wzorem koncepcji Oświecenia socjaliści umiejscawiają zło na zewnątrz człowieka w mechanizmach społecznych, które pozbawiają ludzi należnego im dziedzictwa.
Jest to wizja człowieka zdeterminowanego przez mechanizmy historyczno-społeczne. Zło i dobro odbywają tu exodus z dotychczasowej swej ojczyzny - indywidualnej wolności sumienia, do krainy determinizmów zewnętrznych, gdzie niemal całkowicie warunkuje nas świat przyrody i społecznych mechanizmów.
Socjaliści wzorem naiwnego młodzieńca gwałtem chcą poprawiać świat i zaprowadzić raj na ziemi. Tak jak masoni, jak Wielki Inkwizytor z wizji Iwana w "Braciach Karamazow" Dostojewskiego, chcą poprawiać Boga i manipulować masami dla ich dobra, bo motłoch zbyt głupi, by mógł wiedzieć, co dobre dla niego, a co złe. Czyli owszem - demokracja, ale sterowana przez inżynierów dusz, wtajemniczonych w prawdę o rzeczywistości, którą tylko wybrani mogą pojąć.
Również w społecznościach pierwotnych kobietom i dzieciom podawano jakiś mit ukazujący „prawdę” o świecie, jednak ten „prawdziwy" mit ujawniano dopiero po pozytywnym przejściu przez inicjację wojownikowi, który dostępował w ten sposób wtajemniczenia.
Prawda socjalistów nie bierze się z przestrzeni sakralnej, z objawienia transcendencji, lecz właśnie z jej zniesienia. Dlatego często posługują się prawdą instrumentalnie, ponieważ gdy traci ona swą naturalną transcendentną podstawę, wówczas wszystko staje się względne, a jedyną miarą rzeczy staje się człowiek. W ten oto sposób realizuje się rzekoma wolność
człowieka - przez wyzwolenie od sacrum, jako fałszywego mitu. Bo, jak pisze Marks, nie tyle chodzi o rzetelny opis świata (jak czynili do jego czasów filozofowie), lecz o to żeby go zmieniać.
Na gruncie takiego ujęcia człowieka i bytu budują socjaliści koncepcje gospodarcze, w których na pierwszy plan wysuwa się (co znamienne) nie tyle efektywność gospodarcza, co „sprawiedliwość" (to blablanie o prawach człowieka) społeczna i jej etyczne zadośćuczynienie.
Cóż, gospodarcza efektywność tych koncepcji, jaka jest - widać; nawet sami socjaliści przyznają, że gospodarka wolno rynkowa jest efektywniejsza. Dając poczucie bezpieczeństwa i złudną wspólnotę celów prowadzi w konsekwencji do rozprężenia i sytuacji, w której słaby nie szuka możliwości wzmocnienia się, lecz wykorzystuje swą słabość i chorobę pogłębiając ją nawet. Przecież w końcu właśnie dzięki swej słabości dostaje osłonę, której koszty ma ponosić bardziej zaradna i silna część społeczeństwa. Taka sytuacja nie mobilizuje słabego, wręcz przeciwnie - prowokuje nawet do chorowitych postaw, jako wygodnych i dających możliwość „moralnego” szantażu.
 
STRONA PRAWA
Konserwatyzm jest ze swej natury sceptyczny w stosunku do „nowinek" socjalistycznych,
do prób zmiany utrwalonej przez wieki tradycji. Bardziej niż koncepcjom i różnego rodzaju ideom społecznym ufa doświadczeniom przeszłych pokoleń oraz praktyce, gdyż ma świadomość zawodności ludzkiego rozumu i nie jest bezkrytyczny w stosunku do natury człowieka.
Ma zaufanie do tego, co sprawdzone i co poddaje się weryfikacji. W swej wizji rzeczywistości stara się być jak najbardziej realistyczny.
Koncepcja człowieka u konserwatystów z reguły nawiązuje do sacrum, do religii i utrwalonej tradycji, które to uważają za fundament ładu społecznego. Ujmują człowieka z perspektywy religijnej w przeciwieństwie do świeckiego oderwania od sacrum w koncepcjach lewicy.
Tak jak u socjalistów, tak i tu, bardzo istotne jest usytuowanie zła, pojmowanego najczęściej
jako źródła cierpienia. W przeciwieństwie do nich nie lokują zła transcendentnie. W ich koncepcji człowieka oraz jego relacji ze światem tkwi implicite założenie, że zło leży nie tyle w świecie, co raczej w postawie człowieka wobec świata, w jego duchowych i moralnych wyborach.
Dlatego nie kierują głównie swej energii na naprawianie świata, lecz raczej w stronę samodoskonalenia się wewnętrznego człowieka i tu przede wszystkim upatrują możliwości mogących wpłynąć na polepszenie egzystencji ludzkiej. Powinniśmy pracować nad sobą, aby być w zgodzie ze światem i tym, co realnie istnieje, a więc z bytem. Stąd u konserwatystów przywiązywanie tak dużej wagi do spraw kondycji moralno-religijnej społeczeństwa.
 
PODSUMOWANIE - czyli, co z tego wynika
Z powyższej charakterystyki przeciwnych sobie nurtów politycznych usytuowanych po lewej
i prawej stronie sceny politycznej wynika, że u ich metafizyczno-psychologicznych korzeni leży usytuowanie zła. Jeśli się prześledzi historię myśli ludzkiej, to okazuje się, że właściwie u źródeł każdej z filozofii mniej lub bardziej bezpośrednio leży próba odpowiedzi na doświadczenie zła.
Myśl lewicowa czerpie głównie z tych nurtów tradycji kulturowej, które lokalizują zło na zewnątrz człowieka. Twórca psychologii analitycznej C.G. Jung nazwa taki zabieg projektowaniem na zewnątrz archetypu cienia. Tworzy się wówczas fałszywe złudzenie, które nie pozwala nam realistycznie ocenić sytuacji i generuje wskutek tego neurotyczną wizję rzeczywistości.
Celem psychoterapii jest dotarcie do podświadomych źródeł neurozy, rozpoznanie przez pacjenta ich złudnej natury i tym samym wyzwolenie od nich. Początkowo taki pacjent oskarża o swe życiowe niepowodzenia „cały świat” jednak w trakcie terapii stopniowo rozpoznaje własne projekcje, jako projekcje właśnie. Odkrywa, że wiele z jego niepowodzeń ma źródło w nim samym.
Zważywszy na to, że z coraz większym powodzeniem stosowana jest zbiorowa psychoterapia, istnieje teoretycznie szansa zbiorowych seansów (by ulżyć w cierpieniach) dla szerszych kręgów lewicowo nastawionych polityków. To tytułem optymizmu.
Żyjemy jednak w neurotycznych czasach, jak stwierdza w jednej ze swych książek K. Horney, w których dominują neurotyczne wizje rzeczywistości. Nie jest chyba przypadkiem, że współcześnie w demokratycznych krajach dominującą rolę odgrywa lewica, ponieważ w demokracji większość zawsze ma rację, nawet, gdy jej nie ma.
Jeśli dodamy jeszcze do tego kuszenie mirażem szybkiej poprawy egzystencji, który działa na zdezorientowanych wyborców jak magnes, to wszystko razem rokuje lewicy wiele tłustych lat wpływów.
 
Robert Gocał

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale