Otrzymałem pytanie, trochę jakby z innego świata. Czy polscy siatkarze podłożyli się sowietom we wczorajszym meczu. To jest tak: być może te wszystkie tuski i komorowskie kibicowały moskwianom, także te różne przydupasy tamtejsze, ale 110 procent Polaków, ba! 500 procent jak świat długi i szeroki zaciskały palce, aby dokopać sowietom i pokazać polską klasę. Nie wyszło. Nasi siatkarze dali z siebie wszystko, ale jak to w sporcie - jest raz lepiej, raz gorzej, ale wygrywa ten, kto jest aktualnie lepszy. I tamci byli po prostu lepsi pod siatką, nad siatką i na całym parkiecie. Polacy nie odpuścili jednak ani na moment, były chwile kiedy wydawało się, że polskie zwycięstwo jest tuż tuż, ale wygrali tamci we wszystkich setach. Zapewne cała Polska i jeszcze trochę zasiadło w ten wieczór w telewizorach, traktowano ów mecz jakby chodziło o wielką politykę - ale było w tym momencie i polityki co niemiara. Tak bardzo chcieliśmy tego zwycięstwa, i tak bardzo ono było nam potrzebne. Aby w chwilach zwątpienia mieć pewność, że jesteśmy co najmniej równorzędnym partnerem, a nie europejskim i światowym popychadłem. Te czterdzieści milionów, bo nas tyle, zasługuje na szacunek, jakim nie darzą nas ani tak zwane polskie władze, ani za bardzo nikt w świecie.
Polak do Ameryki jadąc musi stać w upokarzającej kolejce po wizę w amerykańskim konsulacie na Stolarskiej, a potem czeka go rozmowa z konsulem i zapewne pytania po co, do kogo, na jak długo i być może pytanie ile jest parków narodowych w Ameryce i jakiego kolory włosy na Romney. A tak nawiasem: w Nowym Jorku na Manhattanie, a właściwie jest to już sąsiedni stan New Jersey, stoi niezwykle przejmujący monument katyński. Na tle manhattańskich wieżowców polski żołnierz przymierzający się do ataku, z wbitym w plecy sowieckim bagnetem. Trudno o bardziej wymowny symbol - czy nasi prawdomówni i wiarygodni chłopcy, Tusk i Komorowski dopuścili by do takiego poświadczenia prawdy? (policyjno-dziennikarski bełkot, gdzie ordynarne kłamstwo i oszukaństwo określa się jako poświadczenie nieprawdy!). Mam na myśli, czy podobny pomnik mógłby stanąć w Polsce?
Dziś znaczna część Polaków dowiaduje się o jakiej szemranej firmie od złota (ma je w swojej nazwie), która zresztą od samego początku, nie mogła wzbudzać zaufania. Już było w naszej historii tyle podobnych przypadków i tyle zawiedzionych nadziei i utopionych weń pieniędzy, iż mogło się wydawać, że Polak już na taki bajer nie pójdzie. A jednak poszedł zwiedziony wielkimi pieniędzmi i nadzieją na poprawę losu. A te wszystkie biura turystyczne, które oszukały i okradły tysiące Polaków i pozostawiły ich na pastwę losu, albo na urzędy marszałkowskie (?), które za moje i twoje, podatniku, pieniądze ściągają tych nieboraków z egipskich plaż i plag. A w imię czego ja mam płacić za zbydlęcenie właścicieli biur podróży i kogo tam jeszcze, którzy jakby legalnie, w zarejestrowanych w polskim państwie firmach, dopuszczają się takich przestępstw i okradają nas w biały dzień. A gdzie kontrole, urzędy skarbowe, gdzie policja, współczesna bezpieka i sto innych urzędów, które siedzą na każdym z nas i kontrolują nasze codzienne życie. Jeżeli przed paroma dniami jakiś, zresztą bardzo UOPrzejmy pan, zwrócił mi uwagę, aby Tuska nie nazywać w blogu łgarzem, skoro on jest tylko kłamcą (ale za to jakim!), to nie ma kontroli nad ludźmi, którzy obracają wielkimi pieniędzmi i zaświadczają o naszym bezpieczeństwie codziennym? Ja wiem: państwo w zaniku i znikąd ratunku. Ale jest wreszcie coś takiego, jak rozsądek i wewnętrzny czujnik, który nas ostrzega w chwilach niebezpiecznych.
Polskę rozkradają nam już jakby oficjalnie. Jakieś "makarony polskie", gdzie swoje udziały mają szef klubu (nazwijmy go umownie "parlamentarnego") psl, jego żona i zapewne także pociotki, zarabiają krociowe miliony na jakichś kontraktach z agencją rynku rolnego, czyli niejako z samym sobą. A Tusk i jego zgraja patrzą na to wszystko, o wszystkim oczywiście doskonale wiedzą, ale ani mrugną, bo sami umoczeni są w innych sprawach. Ale jak to pieprznie w niedługim czasie, to się Polska nie pozbiera. Bo teraz kradną już wszyscy, od rządu poczynając i tak zwanego parlamentu, poprzez prezesów wielkich firm i spółek, po wójtów i sołtysów, nie pomijając tych, co zamiast mandatów biorą po prostu do ręki.Przyznam się, że osobiście nie miałbym odwagi czegoś podobnego komukolwiek zaproponować. Ale dużo jest takich?
I pisze mi "Gobisz" bardzo ciekawą uwagę: "... zdobycie złotego medalu w konkurencjach pozaolimpijskich, takich jak krętactwo, złodziejstwo, przekręciarstwo, oszustwo skutkuje nagrodą w wysokości stu patoli miesięcznie." Oczywista oczywistość i dopowiem, że takich konkurencji "paraolimpijskich" i jej uczestników jest coraz więcej, czego przykładem ta wcześniej nie wymieniona z nazwiska "firma", okradająca klientów ile wlezie. Strach powiedzieć, ale Polska dziś złodziejstwem stoi. Prawda, kradło się tu zawsze i przy każdej okazji, ale żeby w takich rozmiarach i w takim natężeniu? Bo to nie tylko sam fakt kradzieży i oszustwa, ale także ta cała ogromna otoczka wokół tego, która przeżera tkankę społeczną, aby to tak górnolotnie powiedzieć, czyli po prostu nas wszystkich. Jest w tej chwili jakby ogólne przyzwolenie społeczne dla największych draństw. Bo skoro premier, rząd, tak zwani posłowie i senatorzy, to dlaczego nie ja? - zawaha się przez moment potencjalny rabuś i kradziej. I za moment jest już po zawahaniu. Kradnie.
P.S. Śmieszy komunikat Agencji Informacyjnej Polonia, że "...chyba największą była symboliczna uroczystość spotkania powstańców warszawskich z prezydentem RP i prezydentką Warszawy" Głupi czy o drogę pyta?
498
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze