Trwa niedobra passa górska. Ostatnim wędrownikiem tatrzańskim, który nie dotarł do miejsca wyjścia jest Józef Szaniawski. Jego śmierć górska bardzo mnie zmartwiła, bo choć nie znałem osobiście pana Józefa, to byłem jednak jego zwolennikiem. Jego samego i jego publicystycznej twórczości. Republikanin, antykomunista,sowietolog, człowiek wielu pasji, w tym i górskich wędrówek.Zginął kilka dni temu schodząc ze Świnicy w Tatrach Wysokich. Nieco wcześniej inny wędrownik zginął z źlebie Drege'a w zachodniej ścianie Granatów, opadającym w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego.
Na pewno bez porównania bezpieczniejsze są najbardziej nawet strome ściany południowe Babiej Góry, gdzie trochę klamer i łańcuchów, ale wszędzie tam bezpieczniej niż na drogach górskich w Tatrach. Mam na myśli popularne otoczenie Morskiego Oka, hali Gąsienicowej czy doliny Pięciu Stawów. Ale Polak jest najmądrzejszy ze wszystkich nacji. On wie, że jemu się nic nie stanie, choćby na Świnicę wybierał się w klapkach czy w sandałach, choćby zbliżała się noc i burza, a on wysoko w górach. Chodzę po górach niemalże od dzieciństwa, wydawałoby się, że mnie nic nie jest tam w stanie zaskoczyć, a jednak na łańcuchowym trawersie na Babiej zaskoczyła nas z Kubą upiorna burza, z piorunami, grzmotami i cały arsenałem górskich wybuchów.
Żal tych wszystkich taterników, którzy wyszli a nie doszli. Szczególnie żal mi dziś profesora Szaniawskiego, mądrego i rozumnego konserwatysty, który tak głęboko szanował prawdę, jak mocno nienawidził komune. Żal, że odchodzą ludzie światli, rozumni, którzy tak bardzo potrzebni są dzisiejszej Polsce. Góry są dla nas wszystkich i niechbyśmy wszyscy po nich chodzili. Ale nim wejdziemy w granie Tatr, choćby i na Giewont, gdzie także kilka klamer i łańcuch, zróbmy górska przymiarkę w Beskidach. Niech to będą łagodne stoki Wielkiej Raczy, Przegibka czy Rycerzowej w Beskidzie Żywieckim, czy moja pełna dziś wrzosów Koskowa w Beskidzie Myślenickim. Nim wejdziemy w ścianę Rysów czy Mięguszowieckiego, zróbmy przymiarkę na Mogielicy czy Kotoniu..
W zeszłym roku o tej porze pokonywaliśmy z Jurkiem Rysy od słowackiej strony, w pięknym wrześniowym słońcu, kiedy o szóstej rano wszystkie szczyty tatrzańskie skryte były w gęstej mgle.I potem, im słońce coraz wyżej, tym coraz bardziej odsłaniają się wierzchołki tatrzańskie. To trzeba samemu przeżyć, aby dostrzec całe piękno gór. I właśnie dla tego piękna, tylko dla niego (e tam, także dlatego aby się maksymalnie zmęczyć i potem odpocząć albo w schronisku albo gdzieś na szlaku), chodzimy po górach i gęby otwieramy z podziwu. Bo one o każdej porze roku, o każdej porze dnia inne. Powinienem być w Tatrach jakoś we wrześniu, będę się starał opisać jak tam było, ale piękna gór oczywiście nie opisze, daleko mi do tego.
A tam wszędzie nie myśli się o ambergoldzie, o tuskach, grasiach i tym cały barachle, któremu na imię rząd i partia. Państwo pamiętacie ten zwrot z tamtych czasów? Wtedy była pzpr, dziś jest po. Parte bardzo do siebie zbliżone, trochę ideologicznie, ale przede wszystkim w swojej podskórnej, niewidocznej warstwie. W kanciarstwie, w otumanianiu ludzi, w obietnicach, w warcholstwie, w przywództwie równie głupim, jak złodziejskim. Szyld niby zmieniony, metody łgarstwa i kradzieży nieco inne, ale zasady podobne. Podobnie jak pzpr pod gomułka czy innym gierkiem otumaniała nas przez całe dziesięciolecia, tak dziś Tusk i jego bezideowa, ale za to sprzedajna szajka ogłupia naród w nadziei, że on jeszcze uwierzy. Ale nie uwierzy. I nie wierzy ani na słowo tym facetom o gładkich gębach, gładkich słowach, ale topornych czynach. Uwierzyć, że Tusk, jak zapewnia, nie wiedział o ambergoldzie, nie wiedział, że jego latorośl, co to na sopockich podwórkach, a potem w sopockich knajpach
zaznajamiała się z tajnikami trójmiejskiej camorry - szef rządu nie był poinformowany przez swoich tajniaków i agentów, wreszcie przez swój urząd, że ten szmatławy bank gdański to jedna wielka zgrywa, szambo i gnój? On nie wiedział? I nie wiedział, że młody jest w to wszystko zaangażowany? Wolne żarty. A gdyby miał rzeczywiście nie wiedzieć, to on się nie nadaje nawet na szatniarza czy ochroniarza, góra co mógłby robić, to szefować panienkom wolnego zawodu i pilnować, aby klienci nie uciekali bez zapłaty za usługę. Choć tam forsa wchodzi w grę, a gdyby go ona tak podkusiła?
No to w takim razie nie mam dla Tuska zawodu. Niechby więc przeszedł na emeryturę nie doczekawszy 67 lat. Albo niech sprzedaje kwiaty na Monciaku w Sopocie, niech sprzedaje lody na trójmiejskiej plaży, a ostatecznie niech nic nie robi i żyje z emerytury. Ale nie większej, niż zapewnił to steranym pracą ludziom, emerytury w granicach 1200- 1500 złotych. Sądzę, żeś pan, panie Tusk odłożył trochę gotówki na stare lata, a jak nie, to niech Michał tacie przewali. Chyba zarobił trochę na samolotach, tak?
PS. Pare dni termu, kiedy panienka w radiu informowala o tragedii z źlebie Drege'a, nazwisko taternika wymawiała tak, jak ono napisane. I w godzinę później w wiadomościach radiowych ten błąd podtrzymano. To już tam wszędzie nie ma ludzi z językami?
646
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)