Marta Nawrocka, nie polityk, "tylko" żona Prezydenta, udzieliła wywiadu.
Osoba nie mająca żadnej mocy prawodawczej, nie będąca żadną wyrocznią,
mogąca wyłącznie wyrażać własny pogląd. Otóż obywatelka Marta Nawrocka
wyraźnie opowiedziała się przeciwko aborcji. Dla nikogo normalnego to
zaskakujące nie jest, szczególnie patrząc na jej decyzje i doświadczenia życiowe.
Z długiego wywiadu deMOkratyczny-drimtim-aborcyjny (fuj!) wydłubał jedno słówko,
by się przywalić się do Nawrockiej (a w sumie do Nawrockich, a głównie
do znienawidzonego Prezydenta), przypomnieć publisi że ma nieślubne dziecko,
że została w młodym wieku matką. Tej publisi deMOkratyczej, tej wyrozumiałej
tolerancyjnej, pro-kobiecej und so waiter. Postępowej und zupełnie niekołtuńskiej.
"Dziewuchy" odpaliły parszywą prowokację, używając wizerunku Pierwszej Damy
do promowania aborcji, czyli zupełnie przeinaczając sens jej wypowiedzi.
Dziewuchy wkurzyły tym zagraniem normalnych, przyzwoitych ludzi
(sądzę, że akcja odniesie przeciwny skutek do zamierzonego).
Tym bardziej, że zamierzonym skutkiem było wyłącznie odpalenie hejtu,
bo przecież nie deklarowany cel (finansowe wsparcie dla aborcjonistek).
Nawrocka nie jest twarzą aborcji. Tą twarzą jest np. Gizela.
Btw: dlaczego aborcjonistki nie wzięły wizerunku Gizeli na swoje grafiki?
ach, czemuż?
...
Pretekstem do odpalenia prowokacji było wydłubanie z wypowiedzi Nawrockiej
stwierdzenia, że miała wybór. Słowo-klucz do zrobienia zadymy: "wybór".
I zupełnie nieistotne dla aborcjonistek, co za tym słowem stało.
Że chodziło o dylematy nastolatki.
Ani to, jakiego wyboru dokonała.
Powiedziała "wybór" - urrra! mamy ją!
Dlaczego Marta miała "wybór"? Jakie były uwarunkowania, itd?
- W szczegółach tego nie wiadomo, mimo że wielu deMOkratów
"na co dzień" wspierających kobiety aż piszczy, by to rozdłubać.
Dziennikarz śledczy, który skutecznie wlazłby w tę sferę intymną
Marty i ją zniszczył zostałby przez deMOkratów ozłocony. I pal licho,
czy za tą kurtyną może być jakaś trauma, nieszczęście, przemoc..
Siostry feministki, obrończynie kobiet piszczałyby ze szczęścia,
gdyby Marcie nie udało się jak dotychczas "iść samej".
Bardzo chciałyby z nią iść, by zupełnie niechcący ją zglanować
przy wtórze deMOkratycznych oklasków, ku chwale deMOkracji.
Takie cyste qrestwo.
Wchodząc w buty deMOkratycznych aborcjonistek,
czyli wracając wyłącznie do wyrazu "wybór", a pozostawiając na boku
dylematy moralne (mimo, że w tej całej sprawie one są najistotniejsze):
Nie oszukujmy się: Kobiety go mają i zawsze go miały.
Owszem: w sposób bardziej lub mniej legalny.
Wymagający więcej lub mniej zachodu.
Bardziej lub mniej kosztowny.
Ale zawsze miały ten "wybór".
I w sytuacjach "podbramkowych"
zawsze podejmowały decyzję.
I ją realizowały.
Tak było, tak jest, i tak będzie.
Kto twierdzi inaczej jest głupcem. Lub oszukuje sam siebie,
licząc przy tym, że przekona innych.
-


Komentarze
Pokaż komentarze (36)