Robbob Robbob
12
BLOG

The Residents - Meet The Residents

Robbob Robbob Kultura Obserwuj notkę 0
Pierwsza płyta tego niezwykle ciekawego, awangardowego zespołu.

The Residents - Meet The Residents
1974 Ralph Records

1. Boots 1:30
2. Numb Erone    1:23
3. Guylum Bardot    1:22
4. Breath And Length    1:45
5. Consuelo's Departure    1:55
6. Smelly Tongues    1:35
7. Rest Aria    5:41
8. Skratz    1:18
9. Spotted Pinto Bean    6:37
10. Infant Tango    6:01
11. Seasoned Greetings    5:12
12. N-ER-GEE    10:06

Mija już prawie 50 lat od czasu, gdy w Prima Aprilis 1974 roku została wydana ta płyta - przez jednych określana jako epokowa, przez innych dezawuowana jako groteskowy wygłup. Czas chyba ją przypomnieć.  

Można tę płytę potraktować jako zwykły wygłup ludzi, którzy absolutnie nie umieją grać na żadnych instrumentach, już nie mówiąc o braku umiejętności śpiewania, ale równie dobrze można potraktować ją jako przemyślaną propozycję artystyczną, będącą swoistym pastiszem kulturowych trendów przełomu lat  sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Już sama okładka przedstawiająca kreskówkowo zniszczone wizerunki wszystkich czterech Beatlesów, będąca parodią płyty The Beatles Meet the Beatles, stanowi swoisty manifest artystyczny.

Muzyka na „Meet the Residents” to swoista mieszanka różnych gatunków muzycznych, w tym psychodelii, bluesa, jazzu, a w zasadzie free jazzu, opery, muzyki klasycznej, muzyki knajpianej, wykonywana w sposób niechlujny, bałaganiarski, wręcz amatorski. Nie do końca można się rozeznać, czy jest to działanie celowe czy też wynika z braków podstawowego warsztatu muzycznego artystów.

Tak czy owak, muzyka ta prowokuje i nie pozostawia obojętnym, bez względu jaki przyjmiemy punkt widzenia - czy świadomej prowokacji dobrych muzyków, czy też amatorów udających awangardzistów i eksperymentatorów. Ja w tej muzyce słyszę lekkie ślady inspiracji muzyką takich artystów jak Velvet Undergound i zwłaszcza Franka Zappy.

Pierwsze sześć utworów, a w zasadzie minutowych miniatur łączy się ze sobą, tworząc coś na kształt suity, poczynając od szkieletowego coveru utworu „These Boots are Made for Walkin'” Nancy Sinatry. Słuchając powyśzych utworów rzeczywiście można powątpiewać, czy sam słuchacz nie mógłby stworzyć coś takiego, ale już dalej zaczyna się prawdziwa jazda, która może jednocześnie skonfundować, a z drugiej strony zachwycić pomysłowością i warsztatem artystów.

Pozostałą część płyty wypełniają dłuższe i bardziej rozbudowane kompozycje: „Rest Aria” i „Spotted Pinto Bean”, które imponują klasyczną strukturą, wypełnioną brzmieniem fortepianu, rogami, efektami dźwiękowymi i operowymi wokalami. „Infant Tango” to orkiestrowy free jazz zmieszany z klasyczną muzyką fortepianową i wokalem w stylu Toma Waitsa. „Seasoned Greetings” to znowu jakiś melanż, tym razem klasycznego jazzu z pewnymi odcieniami nowoorleańskiego jazzu oraz wodewilowymi wstawkami i zdeformowaną muzyką klasyczną.  Płytę zamyka najdłuższy ponad dziesięciominutowy „N-Er-Gee (Crisis Blues)” zbudowany, jak należy rozumieć, z rozmaitych sampli, w których pobrzmiewa nawet wczesny rock’n’roll i jakiś rodzaj muzyki cyrkowej. Prowokacyjne i niezwykle ciekawe zakończenie tej wspaniałej płyty.

Pastisz i groteska wybrzmiewają w głowie słuchacza po pierwszym przesłuchaniu, ale po głębszym poznaniu tej płyty znajdziemy coś więcej - sublimację różnych stylów łączących się w spójną wypowiedź artystyczną, która prowokuje i drażni, ale nie nudzi.

Robbob
O mnie Robbob

Najgorsze jest to, że nie wiem co jest najgorsze

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura