Pilem wlasnie kawe, palilem porannego skreta, gdy uslyszalem po przeciwnej stronie placu, mojego placu, odglosy kucia i za chwile ktos wlaczyl elektryczny mlotek.
Minal moment i pilnujaca przestrzegania porzadku dnia ( w okolicy slyszalnej i widzialnej ) Madame Madar wydarla sie zbolalym glosem w strone emitowanych dzwiekow:
"Messieurs, messieurs, c'est dimanche !" - wyszedlem na zalany sloncem taras, razem z kawa i bobem, ciekaw pierwszej poniedzialkowej, paryskiej awantury.. W oknie remontowanego apartamentu pojawila sie szczera, slowianska twarz.
"Lundi!" - wypalila krotko w strone Madarowej w papilotach, znikla i wrocilo sluszne kucie, mlotek elektryczny ze zdwojonym, zdecydowanym dzwiekiem zakpil sobie z naszej kochanej pani Madarowej.
Minela 8.32. To jest dzisiejsza Europa. smialy rodak, nie chowa sie za firanka, pracujac na czarno, smialy rodak daje znak dekadenckiej paryskiej burzuazji, ze oto jest w Jevropie. Moze nie calkiem w porzadku z savoir vivre, ale legalnie i nie da sie miejscowej macicielce zakrecic, ze jest Niedziela, bo jest Poniedzialek.
Dumny z rodaka odlozylem boba do doniczki z rose trémière i pozdrowilem idiotycznym gestem zacisnietej piesci.
Natychmiast nastala cisza, okno trzasnelo zamkniete, po chwili dwoch rodakow pomaszerowalo na kawe do bistro na placu, patrzac na mnie, co chwila z wyrzutem.
Ja , napotykajac wdzieczny wzrok Madame Madar, ucieklem w poplochu w glab mego apartamentu,
kompletnie skonfudowany.
Obrazilem moich Rodakow, ktorzy zwalczaja i owszem dekadencje, ale gestow zalatujacych kubanskimi cygarami tyz nie lubia.
Musze zintensyfikowac moja polityczna edukacje i dlatego czym predzej kliknalem Salon24...



Komentarze
Pokaż komentarze