RobertzJamajki RobertzJamajki
200
BLOG

Mój trzynasty..

RobertzJamajki RobertzJamajki Polityka Obserwuj notkę 0

Mój trzynasty..

Właściwie to zaczął się on 5 grudnia, bo wtedy to przekroczyłem granice « czechosłowacko »_polską jadąc pociągiem o pięknej nazwie « Chopin »,
w stronę Dworca Gdańskiego we Warszawie. W moim mieście, pełnym brudnego śniegu i smutnych ludzi bylem jakoś po południu.
Wpakowałem się z bagażami w byle jaki tramwaj na Wiadukcie i podjechałem na Muranów,
do domu.
Drzwi otworzyła mi zdziwiona Matka...
Popłakała się i rozłożyła ręce :
- Sprzedałam twój tapczan, bo myślałam ze nie wrócisz, zwłaszcza TERAZ, jak idzie do konfrontacji.
Poprzytulałem ja i wpłynąłem z plecakiem i workiem żeglarskim do mojego pokoju , klaplem na ocalałe MOJE krzesło, przed MOIM studenckim biurkiem.
- Zjesz coś ?
- Nie, dziękuję, może poproszę o herbatę, coś ściska mi flaki, ale, ale... w worku jest wałówa, prosto z Maindla, tylko trochę poprzewracana przez „braci” Czechow w Breclaviu.
Matka zafrasowana odsznurowała worek, trochę pogrzebała w środku i złapała się za głowę, próbując go unieść.
- Przecież to wazy tonę, jak ty to dowlokłeś do Warszawy ?
- Nic innego nie miałem do roboty, tylko „dowlec” siebie i te skarby do Was.
Zaniosłem jej worek do kuchni i wróciłem do pokoju, by jak za dawnych lat przemyśleć za biurkiem temat dnia: „co dalej maturzysto ?”
*
Potem było parę dni dziwnych, spotkania z kumplami, łażenie po pustych, nie, nie, pełnych konserwowego groszku i octu sklepach, ulicach odśnieżanych byle jak, pełnych zafrasowanych ludzi.
Potem przyszła sobota, 12 grudnia i zawędrowałem razem ze swoja paczką na Starówkę, do „Krokodyla”, gdzie przepuściłem kolejna porcje pieniędzy zarobionych w Austrii.
Mieliśmy gitarę i paru kupli chórzystów z Wielkiego, więc „Ulani, ulani, „Warszawianka” i podobne pieśni brzmiały, naprawdę..
Potem, gdzieś o trzeciej nad ranem zaczęliśmy wędrować w stronę Muranowa, „na dobicie”, blisko przecież, ale zygzakiem.


Na Miodowej stal CZOŁG, kosz z płonącymi węglami i obok drużyna Szwejkow w „moro” pod dowództwem jakiegoś chorążego, który poinformował nas, ze jest WOJNA.
- Z kim obywatelu Chorąży?
- Stan wojenny jest ! Daleko macie do domu ?
Nie mieliśmy daleko, a jednak musieliśmy przejść całą Epokę i to obok Pałacu Mostowskich, z którego strony, instynktownie, nie spodziewaliśmy się niczego dobrego.
Drzwi otworzyła jak zwykle Matka, popatrzyła na rozchwiana grupkę i w milczeniu poszła do kuchni nastawić czajnik na herbatę.
- Wojna jest - wybełkotałem, a kumple, zszokowani tylko kiwali twierdząco głowami.
- Napijcie się herbaty i spać.
Tapczan, o pięknej i mylącej nazwie - „higieniczny”, nabyłem drogą kupna, kilka dni wcześniej, z ogłoszenia. Ogromny ten sprzęt pomieścił nasza grupę rozbitków z umarłej Epoki.
**
Obudził mnie Zbyszek, który mieszkał najdalej, w Rembertowie i zaniepokojony o familie postanowił już o dziewiątej ewakuować się do domu.
Odprowadziłem go do drzwi i wszedłem do pokoju rodziców. Siedzieli przed telewizorem, na wersalce, w szlafrokach, jacyś tacy nieuczesani, nieobecni. Telewizor nie działał.
- Telefon tez nie działa, w radio... - Ojciec włączył „Radmora”, który wypuścił z siebie porcje muzyki dostojnej, smutnej.
Pozostali kumple ewakuowali się do południa, z pożegnaniami, ale tez jacyś nieobecni.

Siedziałem między moimi staruszkami, gapiliśmy się w ekran na Jaruzelskiego, który nie wiedzieć czemu na tle polskiej flagi, tłumaczył Polakom dlaczego Polska nie może już być Polską.
Matka płakała, Ojciec był taki jakiś mniejszy, skurczony.

Siedziałem między nimi, obejmując mocno, JA, który nie mógł już być PRZYSZŁOŚCIĄ NARODU, obejmowałem PRZESZŁOŚĆ i czułem, ze coś się skończyło, a przed nami CIEMNOŚĆ.

Pierwsza Nagroda w konkursie na najlepsze opowiadanie o Powstaniu Warszawskim organizowane przez salon24.pl za 2014 rok Zapraszam na mój blog: https://robertzjamajkisite.wordpress.com/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka