Kto i o jakiej pisarce mógł tak szczerze pisać? Z pewnością oddany wielbiciel, czytelnik klasyków, być może sam będący pisarzem. Z pewnością poetą – gdyż napisał o niej wiersz, w którym wyobraża sobie Austen wchodzącą do Raju. Witają ją dawni mistrzowie: Sir Walter Scott, Henry Fielding, Tobias Smollett, Miguel de Cervantes i Shakespeare. Archaniołowie oferują jej wszystko, czego dusza zapragnie. A ona prosi tylko o jedno: o miłość. I ją dostaje – w postaci dżentelmena z Hampshire, który czyta akurat jej "Perswazje". (Sama J. Austen nie wyszła za mąż.)
Tym kimś był Rudyard Kipling.
Kipling – bard brytyjskiego imperium, autor "Księgi dżungli", mistrz męskiej prozy przygodowej, czytelnik Marka Twaina, Waltera Scotta, Defoe i naszego Conrada. Przygoda, honor, żołnierze, machina władzy. Łatwo było mu przyczepić etykietkę, obiegowy stereotyp pisarza „dla mężczyzn i o mężczyznach”. A jednak ten sam Kipling uwielbiał Jane Austen. Nie z dystansu. Naprawdę. Czytał jej powieści regularnie, wracał do nich w chwilach największego kryzysu i uważał autorkę "Rozważnej i romantycznej" za twórczynię większą od Dickensa i Scotta.
W marcu 1915 roku, podczas pobytu w Bath, Kipling ponownie przeczytał wszystkie jej książki. Wtedy właśnie napisał do przyjaciela list z cytatem, który otwiera ten tekst. Kilka miesięcy później, we wrześniu 1915, na froncie zachodnim zaginął jego ukochany syn John – osiemnastoletni podporucznik, przyjęty do armii dzięki koneksjom ojca mimo poważnej wady wzroku. Świat Kiplinga legł w gruzach.
W domu spowitym żałobą nie sięgano jednak po bohaterskie eposy ani poematy ku chwale imperium. W styczniu 1917 Carrie Kipling zanotowała w dzienniku, że mąż czyta im z córką na głos powieści Jane Austen – „ku naszej wielkiej radości”. W traumie utraty dziecka schronieniem okazał się świat salonów, drobnych mezaliansów, konwenansów i filiżanek herbaty. Świat, w którym panował ład, logika ludzkich zachowań i ostra, precyzyjna obserwacja charakterów. Oaza normalności w świecie, który nagle stał się okrutny i bezsensowny.
Oficjalnym literackim hołdem stało się opowiadanie „The Janeites” z 1924 roku. Na błotnistym, brutalnym froncie zachodnim grupa brytyjskich żołnierzy tworzy tajne bractwo wielbicieli Austen. Narratorem jest prosty artylerzysta, hasłem wejścia są cytaty z powieści Austen, bractwo tworzą żołnierze z różnych klas. Literatura staje się dla nich sposobem na przetrwanie horroru, schronieniem. Krytyka przyjęła tekst chłodno. A zamyka go wiersz „Jane’s Marriage” – ten sam, w którym Austen wstępuje do Raju i prosi tylko o miłość.
Kipling – człowiek, który potrafił opisać machinę wojny i polityki z chirurgiczną precyzją – dostrzegł również w Austen władzę nad ludzkim charakterem, ale osiągniętą bez krzyku, bez rozlewu krwi i bez patetycznych gestów. Tylko delikatną ręką i ostrym skalpelem.
Bo wielka literatura nie dzieli się na „męską” i „damską”. Dzieli się jedynie na tę, która trafia w samo sedno ludzkiej natury – niezależnie od tego, czy opowiada o bitwach morskich Imperium, czy o herbatce u państwa Bennetów ("Duma i Uprzedzenie")
Kipling, znawca ludzkiej natury, arcyrealista doskonale o tym wiedział.
We wstępnym wierszu opowiadania "The Janeites" pisał
"Jane spoczywa w Winchesterze, niech będzie błogosławiony jej cień!
Chwała Panu za to, że ją stworzył, i jej za wszystko, co stworzyła.
I dopóki kamienie Winchesteru – czy ulicy Milsom – trwają,
Chwała, Miłość i Cześć angielskiej Jane!
Opracował
K. Rafalski ( fragmenty wiersza, wzmianka o "The Janeites" AI)
Portret pisarki (jedyny jaki się zachował) wykonany przez jej siostrę (Wikipedia)


Komentarze
Pokaż komentarze (3)