A jaka oszczędność - zamiast 400 dietetyków mielibyśmy sprawnie działający 5-6 osobowy sejm, bez żadnych marszałków, prezydiów i innych niepotrzebnych gremiów. Obrady też nie byłyby potrzebne - panowie załatwiali by wszystko w swoich gabinetach, w razie niejasności wyciągając z kieszeni dyktafony i porównując nagrania. Komisje byłby niepotrzebne, podobnie służby - bo wszyscy wiedzieliby wszystko o wszystkich a nagrywaliby się i podsłuchiwali sami.
Każdy z partyjnych bossów dostałby dożywotni immunitet więc nie byłoby problemów z przekrętami i łapówkami, bo byłyby wliczone w koszta demokracji. Można by też mianować stały rząd składający się z wszystkich partyjnych bossów - każdy byłby oczywiście wicepremierem a stanowisko premiera byłoby rotacyjne (w praktyce przez cały czas zajmowałby je Pawlak, bo jest najmniej konfliktowy).
Kto z nas robi bananową republikę? Nie, nie politycy. Wyborcy. Bo nie mają jaj żeby rozliczyć swoich pupili z oszustw i przekrętów. Bo zaręczam wam, że gdyby na wieść o mianowaniu Leppera marszałkiem sejmu słupki poparcia dla PiS spadły o połowę to już po tygodniu mielibyśmy sprawnie działający rząd POPiS.
Tak, do was piję, panowie. Zostaliście wykastrowani latami bezsilności. I dlatego Kaczyński może wam bezkarnie rżnąć tyłek a wy nawet nie piśniecie słówka w swojej obronie tylko będziecie go chwalić i głaskać z obawy, że wróci stare. Tak jak robili to wyborcy SLD, AWS i UW.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)