Dokładnie 39 lat temu premierę miał film "Wielkie żarcie" (La grande abbuffata,The Grande Bouffe, Blow-Out) w reżyserii Marco Ferreriego.
Wtedy wywołał szok, ale i dziś może zrobić na widzu piorunujące wrażenie.
Fabuła jest prosta i film może wydawać się nieco przydługi, bo ile można patrzeć na obżerających się bez granic czterech jegomości, którzy spotykają się w willi jednego z nich.
Ci czterej dżentelmeni to: producent telewizyjny Michel (Michel Piccoli), pilot Marcello (Marcello Mastroianni), sędzia Philippe (Philippe Noiret) oraz restaurator i kucharz Ugo (Ugo Tognazzi).
Nnajpierw oczekują na dostawę niezliczonej ilości produktów i wyrobów, z których sami będą przyrządzać własne potrawy.
W trakcie ciągłego, rozpasanego obżarstwa prowadzą błahe rozmowy, bawią się z prostytutkami.
Na początku nie wiadomo do czego ten film zmierza, jednak z minuty na minutę staję się on coraz mniej zabawny, a coraz bardziej smutny i przygnębiający.
Nawet wątek z nauczycielką Andréa (Andréa Ferréol) w której zakochuje się safandułowaty Philippe, a którą posiądą wszyscy oprócz niego nie rozjaśnia tej ponurej orgii obżarstwa i hedonizmu.
Koniec może być tylko jeden - śmierć.
Wracając do początku filmu nawet dziś szok może wywołać scena onanizowania Philippe'a przez jego matkę.
Niezwykły film zapewniam, choć trudny do przebrnięcia i być może nieco za długi (135 minut).


Komentarze
Pokaż komentarze (11)