Serial, który ma taki sam tytuł jak sławny film braci Coen sprzed lat.
Nie ma specjalnie co porównywać tego serialu z tamtym filmem, bo łączy ich jednak mimo pozorów niewiele.
Ot, miejsce akcji czyli Minnesota, ot, pora roku czyli zima, ot rys niektórych postaci jak policjantka w ciąży, ot, taki swoisty klimat bezsensownej i okrutnej przemocy.
Czy serial jest lepszy od filmu? Takie pytanie narzuca się na wstępie. Ja bym tego nie rozstrzygał, ale pewne dla mnie jest jedno. Ten serial nie ustępuje klasą filmowi braci Coen, a może to świadczyć jedynie pozytywnie o serialu.
Nie będę opisywał o co chodzi w tym serialu, mogę jednak zapewnić, iż jest to serial znakomity i uważam go za niemal arcydzieło.
Znakomicie napisany scenariusz, w którym wspaniale zostały zarysowane postacie, zarówno te pierwszoplanowe jak Lester Nygaard (Martin Freeman), Molly Solverson (Allison Tolman) czy Lorne Malvo (Billy Bob Thronton) jako diabeł wcielony, jak i drugoplanowe jak Chaz, brat Lestera (Joshua Close) czy ograniczony do bólu szef miejscowej policji, Bill Oswalt (Bob Odenkirk) - to atut numer jeden.
Kapitalne są zdjęcia w tym serialu i naprawdę robi się zimno, gdy się patrzy na te niezmierzone połacie zimowej Minnesoty.
Twórcy filmu zachwycają niejednokrotnie znakomitymi pomysłami na ukazanie pewnych zdarzeń np. masakra w Fargo dokonana przez Lorne'a Malvo jest tak pokazana, żeby nic nie pokazać, a efekt jest i tak wprost piorunujący (proszę uważnie się jej przyjrzeć - odcinek nr 7).
Takich smaczków jest zresztą więcej,
Trudno się czegokolwiek uczepić. Dochodzę do wniosku, że serialu "Fargo" długo nikt nie pobije.
Znakomite danie na długie, zimowe wieczory. Palce lizać.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)