Blog
Przeciwko szygalewszczyźnie.
rocky
rocky Piszę sobie...
0 obserwujących 51 notek 23196 odsłon
rocky, 20 lutego 2011 r.

Polacy nie czytają książek ? I co z tego !

Biblioteka Narodowa opublikowała zatrważający raport, z którego wynika, że najogólniej mówiąc, w Polsce książek nie czyta nikt. Mało tego, nikt nie czyta nawet tekstów w internecie. Nikt, nawet studenci. Źródeł raportu nie podano, nie wiemy nawet, kto dla Biblioteki Narodowej pofatygował się pójść "w miasto"  zapytać, czy Iksiński i Kowalski cokolwiek w tym roku przeczytali, na co chlubiący się czytaniem książek nawet nie zwrócili uwagi. Wyniki jednak szybko podchwyciły media, szczególnie te, które sukces "prawicy" polegający na deptaniu po piętach PO i posiadaniu większego poparcia od SLD upatrują - zupełnie jak we Włoszech - w głupocie i indolencji umysłowej naszego społeczeństwa. I oto podniosło się na całą Polskę larum : Polacy to idioci i powinni się wstydzić. 

 

Tymczasem nikt nie pokwapił się zapytać, po co książki w ogóle czytać ? "Co za głupie pytanie" odpowie większość, a najgłośniej oburzenie wyrażą intelektualiści, którzy z pisania książek się utrzymują. "Przecież czytanie książek rozwija wyobraźnię, uczy myśleć, kojarzyć fakty, rozwija charakter, pozwala poznać świat..." - tu nastąpi litania argumentów przemawiających za tym, że książki jednak należy czytać. Jest to jednak nieprawdą. Jednego z powodów intelektualiści w ogóle nie biorą pod uwagę. W głowie im się nie mieści, że wielu osobom do szczęścia książki są po prostu niepotrzebne. Sam uważam lekturę za najlepszą rozrywkę z możliwych... z tym, że potrafię sobie wyobrazić ludzi, którzy w tym samym czasie wolą napić się piwa. Oczywiście to przypadek skrajny, bo przecież zamiast piwa może być naprawa oldtimer'a, modelarstwo, opieka nad trójką dzieci, czy słuchanie "Preludiów" Scriabina w wykonaniu Horowitza. Zaprzeczycie, że wykonywanie tych czynności wymaga wykorzystania takich samych władz umysłowych, co czytanie Dostojewskiego ? Socjaliści kojarzą kapitalistę z tłustym, śmierdzącym, podstarzałym człowiekiem, popijającym krew robotników w przerwach pomiędzy jednym, a drugim cygarem. Ja posłużę się jednak przykładem bardziej rzeczywistym. Wyobraźcie sobie ojca trójki dzieci, który prowadzi małą firmę sprzedającą, dajmy na to, lakiery do drewna. Facet się wyspecjalizował, ale dzięki temu wypełnił niszę na rynku i teraz ma wiele zamówień. Pracuje całymi dniami, czas spędza na umawianiu się z klientami, sprzedaży, zamawianiu towaru, itd., a kiedy otwiera drzwi do swojego domu, dzieci i żona już dawno śpią, jemu natomiast wystarcza energii tylko na to, żeby się umyć. Książki nie czytał od chwili, kiedy rozkręcił interes, co miało miejsce jakieś dziesięć lat temu, jednak biznes, którym się zajmuje, nie ma dla niego tajemnic. Wyrwany ze snu o 1 nad ranem, poda klientowi właściwości każdego środka impregnującego drewno, a ponieważ sam zajmuje się księgowością firmy, rachunki opanował do perfekcji. O Dostojewskim słyszał w liceum. Nazwalibyście go idiotą ? 

 

Przykładów tego typu można mnożyć w nieskończoność. Twierdzenie, że ktoś jest gorszy, bowiem nie czyta książek, a takie ukryte założenie stanowi podstawę dla wszystkich tego typu sondaży, ponieważ inaczej byłyby one pozbawione sensu, jest po pierwsze błędne, a po drugie wynika z pychy. Intelektualiści, szczególnie lewicowi, którym marzy się 40 milionowe społeczeństwo znające na wyrywki Bataille'a i frankfurtczyków, nie są po prostu w stanie zrozumieć, że ktoś chce żyć w sposób inny, aniżeli żyją oni. Zdanie sobie sprawy z tego faktu może prowadzić do niezbyt wesołych wniosków. Taki intelektualista może np. uświadomić sobie, że półki wypełnione książkami, doktorat z fizyki kwantowej i habilitacja z gender studies nie czynią go człowiekiem lepszym od innych. To natomiast może prowadzić do chrześcijańskiego w swojej istocie wniosku, że jest takim samym człowiekiem, jak jego sąsiad z ulicy, który sprzedaje styropianowe tacki. A tego już intelektualista nie zniesie, dlatego dostaje białej gorączki, kiedy czyta raport o niskim czytelnictwie Polaków.

 

Na wynik raportu moim zdaniem żadnego wpływu nie mają ceny książek. Rynek księgarski ma target dość specyficzny. Miłośnicy literatury kupią książkę bez względu na cenę, natomiast ci, którzy czytać nie lubią, nie tkną niczego nawet gdyby było za darmo. Poza tym jest tyle bibliotek, że każdy, kto czytać lubi, a jednak po podwyższeniu VAT na zakup go nie stać, może spokojnie pofatygować się i coś wypożyczyć. Nie ma na wynik raportu wpływu również edukacja na poziomie podstawowym i średnim, ponieważ w szkole książki się "przerabia", nie czyta, skutkiem czego w młodzieży nie rozbudza się zamiłowania do czytelnictwa. Wręcz przeciwnie. Oburzanie się faktem, że książek nie czytają nawet studenci, również jest bez sensu. Mamy publiczną, "darmową" edukację, idą więc na studia wszyscy, którzy chcą przedłużyć sobie młodość. A ponieważ uczelniom zależy na osiemdziesięciu złotych wpisowego, przyjmują każdego. Efekt jest taki, że studentami są ludzie będący na bakier z podstawowymi zasadami gramatyki języka polskiego. Naprawdę trudno oczekiwać od nich czytania książek... tym bardziej, że, jak już, można podeprzeć się skryptem. 

A jeśli już ktoś czyta, to jakie książki ? Raport BN tego nie ujmuje, no bo  jak tu przyłapać respondentów podczas lektury i podejrzeć tytuł tomu trzymanego w ręku ? Myślę, że w tej materii nie ma co wykazywać nadmiernego optymizmu. Bardzo wątpię, żeby był to Dostojewski ( skoro już się go uczepiliśmy ), albo inny równie wartościowy autor. Z doświadczenia  wiem, że szczytem literackiej przygody wielu ludzi jest Orhan Pamuk, uważany za wyżyny literatury pięknej, i naprawdę niewielu czyta coś więcej. Wielu nie ma zielonego pojęcia o tym, kim był Sołżenicyn, ponieważ łyka tom za tomem... Deana Koontza. W londyńskim metrze co druga osoba czyta jakąś książkę. Tą książką w ostatnie święta był z reguły Steag Larsson ( czy jak on się tam zwie ). Natomiast ja spotkałem Czechów, którzy widać zaliczali się do mniejszości, ponieważ oboje ( studenci ) nie mieli pojęcia kim jest Hrabal.

Z powyższych powodów nie przejmuję się ani raportem Biblioteki Narodowej, ani wzbudzającymi trwogę leadami wiodących krajowych dzienników z Gazetą Wyborczą na czele, która będzie miała jeszcze ten problem, że jak już Polacy zaczną czytać niczym Czesi, to szybko okaże się, że nie to, co powinni. Niski poziom czytelnictwo nie spędza mi snu z powiek, ponieważ po pierwsze, nie jest czytanie książek warunkiem bycia człowiekiem rozumnym, po drugie czytelnictwo jest niemierzalne, a po trzecie... skoro 56% Polaków nie czyta, to znaczy, że 44% to robi. A to już prawie pół na pół.    


 

Opublikowano: 20.02.2011 01:38.
Autor: rocky
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Wacław Potocki - SOFISTA : Przyjechał syn do ojca, długo bywszy w szkole, / I obaczy we środę trzy jaja na stole. / Chcąc rodzicom pokazać, że ma olej w głowie: / "Nie trzy tu, ale pięć jaj, panie ojcze" - powie. / "Nowej wnosisz nauki - rzecze ojciec - modę, / Jakoż to?" Aż sofista: "Zaraz się wywiodę, / Kto ma trzy, ten ma i dwie, według mowy mojej, / Kto trzy i dwie, ten ma pięć, tak się to ostoi." / A tu gdy po wszystkie trzy jaja ojciec sięgnie: / "Ja trzy, ty zjedz tamte dwie, coć się w głowie [lęgnie."

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • !Autor Ależ oczywiście, że "zawłaszczają". Do kogo mieć pretensje, że pamięć o tych...
  • !Autor Jak Ziemkiewicz może schlebiać "pseudoprawicowemu" ( ten prawdziwie prawicowy, to sa...
  • !Autor Oj, nie zgodzę się. Pana słowa mnie bolą, głównie dlatego, że uważam Pana za...

Tematy w dziale