Do jesieni 2026 roku polski rząd musi w pełni wdrożyć nowe, niezwykle restrykcyjne prawo o kredycie konsumenckim. Obecnie trwają zaawansowane konsultacje między Ministerstwem Finansów, UOKiK-iem oraz KNF-em. Cel urzędników w Brukseli i Warszawie jest szlachetny: chcą ukrócić wpadanie w spiralę zadłużenia, wymusić krystaliczną przejrzystość umów i wprowadzić bardzo rygorystyczną ocenę zdolności kredytowej.
Z mojej perspektywy oznacza to absolutny koniec finansowania załatwianego w pięć minut przez internet. Zamiast tego czeka nas bezwzględne prześwietlanie domowych budżetów przez systemy i algorytmy. I choć dla osób o stabilnych dochodach to dobra wiadomość, gwarantująca większe bezpieczeństwo, mam jedną, bardzo poważną obawę.
Systemowa odmowa dostępu do legalnych środków osobom w słabszej sytuacji nie sprawi, że ich rachunki za prąd czy pilne wydatki na leki nagle znikną. Gdzie trafią zdesperowani obywatele, gdy ściśle regulowany rynek zamknie przed nimi drzwi? Prosto do szarej strefy, lombardów i prywatnych "inwestorów" z ogłoszeń na słupach. A tam żadna unijna dyrektywa ich nie ochroni.
Przygotowałem obszerną, ekspercką analizę tego, co dokładnie zmieni dyrektywa CCD2, jak uderzy w rynek i z jakimi jeszcze konsekwencjami musimy się liczyć w najbliższym czasie.
Zapraszam do zapoznania się ze szczegółami na moim blogu i do dyskusji pod tekstem: Co dyrektywa EU CCD2 zmieni dla osób pożyczających w bankach i firmach pożyczkowych?
Autor: Roman Sommer (RomanS) - ekspert finansowy


Komentarze
Pokaż komentarze