307 obserwujących
793 notki
4991k odsłon
2648 odsłon

Europrezydent Tusk – dwa scenariusze

Wykop Skomentuj45

Po takiej porażce, jakiej doznała wczoraj polska dyplomacja czas na oceny, wnioski i możliwe scenariusze. Bo, że to była porażka chyba nikt nie ma wątpliwości. Także Jarosław Kaczyński, który nie krył wczoraj zaskoczenia choćby zachowaniem Viktora Orbana. Ja zaś, w związku z zaskoczeniem Kaczyńskiego skalą tej porażki, nie kryję zaskoczenia brakiem informacji, że Witold Waszczykowski (z powodu stanu zdrowia, z przyczyn rodzinnych, z uwagi na objęcie odpowiedzialnych obowiązków attaché kulturalnego w Ułan Bator – niepotrzebne skreślić) pakuje w MSZ rzeczy osobiste do gustownych pudełek. Bo o ile w sukces Polski na zakończonym szczycie mogli wierzyć już nawet nie optymiści lecz fanatycy to jednak wielu sądziło, że jednak na jakieś wsparcie możemy liczyć. To, że nie przygotowano nas na to 1:27 to, moim oczywiście zdaniem, osobista „zasługa” Waszczykowskiego.

Ale zostawmy te „gorzkie żale” i przejdźmy do skutków szczytu i przedłużenia Tuskowi jego „brukselskiej misji”.

Tuż przed, w trakcie i zaraz po dyplomatycznej klęsce, jaką dla obecnej władzy Polski było przedłużenie kadencji Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej w wielu wątkach dyskusji przeciwników Tuska pojawiało się przekonanie, że jego dzisiejsze zwycięstwo jak nic obróci się przeciwko niemu bo będzie teraz postrzegany jako „kandydat Niemiec” i kiedy po dwóch i pół roku wróci do Polski, nie będzie miał żadnych szans na pożądane ponoć przez niego i planowane przez jego otoczenie stanowisko Prezydenta RP, o które zawalczyć miałby z Andrzejem Dudą.

Myślę, że obrzydzanie Polakom Tuska i wskazywanie czyim jest protegowanym to bardzo prawdopodobny i dość sensowny scenariusz. Tym bardziej, że PiS i Kaczyński muszą jakoś poradzić sobie z porażką, powetować ją sobie i obrócić na swoją korzyść.

Takie przedstawianie sprawy to rozwiązanie dość oczywiste. I mogące przynieść oczekiwany efekt o ile będzie konsekwentnie i przede wszystkim profesjonalnie rozgrywane już od teraz i nie powierzy się go na przykład Waszczykowskiemum lub komuś o jego kompetencjach. To taki kolejny przytyk, którego w tym miejscu nie mogłem sobie odmówić boleśnie pamiętając wczorajszą kulminację dyplomatycznych zabiegów tego ministra.

Jednym słowem Tusk będzie przedstawiany jako nieodrodny potomek i „godny następca” swego „dziadka z Wehrmachtu”. „Dziadek z Wehrmachtu, wnuczek z Berlina”.

Ponieważ mocno cenimy sobie swoją niezależność i ponieważ od jakiegoś czasu „niemiecki porządek” mało komu kojarzy się z jakimkolwiek porządkiem, to może się sprawdzić. A cykliczne przypominanie, że Tusk w Brukseli jest, bo go namaściła niemiecka kanclerz też jego szans pewnie nie zwiększy i nie przysporzy mu sympatii. I jeśli stanie do walki o prezydenturę to z dość mikrymi szansami.

Pod jednym wszakże warunkiem.

Takim, że nie zostanie wcielony w życie inny scenariusz. Który może być realizowany równocześnie z tym omówionym przed chwilą. Nie wiem czy taka możliwość bierze pod uwagę Jarosław Kaczyński i jego sztab (o ile w ogóle taki istnieje). Jeśli nie, to powinien i to jak najbardziej serio.

O jaki scenariusz mi chodzi?

Warunkiem sukcesu zarysowanej wyżej koncepcji PiS jest to, że druga połowa kadencji Tuska na stanowisku „Prezydenta Europy” będzie wyglądać dokładnie tak, jak ta pierwsza. To znaczy, że będzie on w „głównym nurcie polityki europejskiej” czyli w drużynie realizującej koncepcje Berlina. Że będzie uważał uderzanie w Polskę za „optymalne rozwiązanie”, będzie sugerował ostry kurs przeciw Warszawie i na dokładkę zechce wcisnąć nam parę tysięcy uchodźców.

Jednak jest możliwe, że wcale tak nie będzie postępował. I to jest właśnie ten drugi scenariusz.

Już wczoraj na pytanie o drugą część kadencji zasugerowałem, że podczas niej Tusk może nagle stać się „naszym człowiekiem w Brukseli”. Wiem, że zaraz ktoś zaprotestuje i zwróci uwagę, że jest „człowiekiem Merkel”. Tyle, że rachunki z Merkel Tusk w zasadzie zamknął. Przychylność kanclerz Niemiec była konieczna do czasu uzyskania wsparcia na wczorajszym szczycie. Teraz Tuskowi może być obojętne czy Merkel będzie go wspierać czy choćby i zwalczać. Wywalić go nie mogą a jeśli Angela mu będzie pomagać, może uchodzić za „skutecznego”. Jeśli zaś zacznie go zwalczać, wezmą w łeb rachuby jego krajowych rywali, zamierzających przedstawiać go jako „reprezentanta Niemiec”. Tu taka uwaga, że pisząc wcześniej „Merkel” miałem w ogóle na myśli Niemcy.

Czy Tusk może sobie pozwolić na taką woltę? Oczywiście. Skoro mógł nic nie robić do tego stopnia, że pisano nawet o tym w gazetach i mówiono w kuluarach i nie przeszkodziło mu to w „pełnym poparciu” to znaczy, że może wszystko. Bo mało kogo poza nami tak naprawdę interesuje co on tam robi.

Może zatem być tak, że Tusk przy każdej okazji, nawet przez sen, przez najbliższe dwa i pół roku mówić będzie o Polsce i jej interesie. Że w każdej jego wypowiedzi Polska i jego miłość do niej się pojawi. Będzie stawał okoniem wszędzie tam, gdzie ktokolwiek choćby krzywo spojrzy w stronę granicy na Odrze i Nysie i Warszawy.

A po dwóch latach wróci do Polski na białym koni witany owacjami i bukietami róż i białych bzów.

Dziś, w warunkach pobrukselskiego kaca ktoś napisał, że skoro Kaczyński spodziewał się, a niewątpliwie spodziewał się, tego 1:27 a mimo to wszedł w grę, znaczy, że szykuje w związku z Tuskiem jakąś bombę atomową a przynajmniej petardę. Może i tak. Może jest jeszcze jakiś trzeci scenariusz. Ja go jednak jeszcze nie ogarniam.

Wykop Skomentuj45
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka