Blog
W hołdzie mistrzom ciętej riposty
rosemann
306 obserwujących 789 notek 4973777 odsłon
rosemann, 15 kwietnia 2018 r.

Mówiłem Panie Radku… (cz. II – Rzym)

2660 26 1 A A A

W Rzymie wylądowaliśmy w piątek przed północą. Po dość długim oczekiwaniu na bagaż zdecydowaliśmy jechać do miasta taksówką. Wiem, że rzymscy taksówkarze wożąc pasażerów z lotnisk do centrum mają ustaloną stawkę 48 euro z Fiumicino i 30 euro z Ciampino. Kiedy znaleźliśmy się przed terminalem, zainteresował się nami lekko młody facet pełniący funkcje jakiegoś dyspozytora postoju taksówek. Zapytał ile osób i gdzie. Zaproponował kurs za 50 euro. Na moją kontrpropozycję w wysokości 30 euro kazał mi sp****alać i zupełnie stracił zainteresowanie nami. Na drugim postoju zaproponowałem więc 40 euro, kierowca powiedział, że będzie tyle, ile wskaże taksometr a potem poszedł zapytać dyspozytora czy może nas wieźć. Później widzieliśmy w mieście masę taksówek, które na drzwiach miały wypisane, że z Fiumicino płaci się te 48 a z Ciampino 30 euro.

Ruszyliśmy. Dostałem SMS od właściciela apartamentu, w którym mieliśmy mieszkać. Czekał i prosił o informację gdzie jesteśmy. Byliśmy trochę po północy, zapłaciliśmy 40 euro, Alessio, właściciel szybko załatwił formalności i zostawił nas byśmy odpoczęli.

Apartament Vacanze Da Sogno Nel Cuore na Via Collazia to trzy sypialnie dla 5 osób, salon, kuchnia i łazienka. Podaję nazwę i adres bo bardzo polecam. Alessio zostawił nam słodkie bułeczki, wodę do picia, kawę, herbatę i całe, bogate wyposażenie mieszkania. Ok. 800 m od mieszkania są dwie stacje metra, bazylika na Lateranie a ok 1 km Koloseum.

W sobotę zaczęliśmy od zakupów. Koło 7 czynne były piekarnie i kawiarnie ale nie sklepy spożywcze. Z Milą, która miała ze mną biec kupiliśmy w kawiarni znakomita kawę a w sąsiedztwie kwatery słodkie rogale. Na zakupy poszliśmy po 8.

Po prawdziwym śniadaniu, na które w ramach „ładowania węgla” zrobiłem puszyste naleśniki z owocami i dżemem zaczęliśmy realizować program dnia. Brat, którego zabrałem w jedną z jego „podróży życia”, zaopatrzony w kartę Roma Pass ruszył zwiedzać kościoły a ja z Milą i Weronką (pisała w Salonie24) po odbiór pakietów. Dotarliśmy ze stacji San Giovanni do Termini gdy uświadomiłem sobie, że nie pamiętam gdzie się te pakiety odbiera. Na szczęście zauważyliśmy rozmawiająca po polsku parę z plecakiem maratonu. Wytłumaczyli nam, że trzeba jechać do przedostatniej stacji drugiej linii metra i jak poruszać się po wyjściu z metra.

Wioska maratońska mieściła się w nowoczesnym centrum konferencyjnym. Na początku w wyznaczonych punktach odebraliśmy koperty z numerami i ruszyliśmy we wskazanym kierunku po plecaki i koszulki. Tu przyznam, że chyba właśnie wtedy przekonałem się, że często czytane wcześniej opinie o organizacji maratonu nie są przekonane. Byliśmy we Włoszech, wśród południowców a wszystko było zorganizowane perfekcyjnie. Zanim odebraliśmy resztę pakietów, niczym w IKEI musieliśmy przejść przez imponującą część wystawienniczą. Pojawił się problem bo dla Mili zabrakło koszulki w rozmiarze i dziewczyny rozpoczęły walkę o tę, która wisiała informując, gdzie można odebrać rozmiar, którego już nie było. W końcu Weronka zaczepiła jakiegoś szefa wszystkich szefów, on coś przez łokitoki powiedział i za chwilę koszulka była. Przeszliśmy jeszcze alejka, na której reklamowały się inne biegi, przy ścianie z nazwiskami wszystkich biegaczy i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Obfity obiad, który miałem zrobić ( w obawie przed zatruciem nie zamierzaliśmy w sobotę jeść „na mieście”) odłożyliśmy na później bo czekały muzea watykańskie. Dzięki rezerwacji w necie nie musieliśmy stać w koszmarnie długiej kolejce. Zobaczyliśmy ile się dało. Najbardziej niesamowita była wizyta w Kaplicy Sykstyńskiej. Wchodząc byłem nieco ubawiony nieruchomym tłumem patrzącym lekko do góry. Za chwilę sam stałem w tym tłumie i patrzyłem lekko w górę.

W Bazylice nie byliśmy przy grobie Jana Pawła II bo ta część kościoła była zagrodzona i niedostępna. Weronka zauważyła, że w niedzielę jest msza z Franciszkiem bo przecież to Niedziele Miłosierdzia Bożego. Poszliśmy po wejściówkę na Via Concillazione ale było już nieczynne.

Na kolacje zrobiłem pastę z sosem warzywnym. Lekko, z duża ilością węglowodanów.

W niedzielę wstaliśmy przed 6 rano. Ja z Milą przed biegiem, brat miał iść odebrać wejściówkę do Villa Borghese a Weronka postanowiła odpuścić to muzeum, odprowadzić nas na start i próbować dostać się na Plac Św. Piotra na mszę.

Pod Koloseum poszliśmy pieszo w ramach rozgrzewki. Jeszcze przed wejściem na teren strefy startowej przebrałem się, Weronka nas uściskała i poszliśmy.

Dla świętego spokoju dwa razy stanęliśmy w kolejce do ToiToja. Startowaliśmy w trzeciej fali, z resztą debiutantów, przeciętniaków i szmaciarzy. Mieliśmy numery (z naszymi imionami) na żółtym tle a ci lepsi na zielonym lub niebieskim.

Opublikowano: 15.04.2018 11:26. Ostatnia aktualizacja: 15.04.2018 11:27.
Autor: rosemann
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Michał Jaworski Kolega bloger odpowiedziałby aby nie sprowadzać sprawy ad absurdum. Rozprawa...
  • @Bohdan Ozerski Zaraz tam skandal. Ale jeśli wziąć pod uwagę proporcje, w jakich sąd...
  • @Beem.Deep Ależ to nie jest w żadnym wypadku jakaś różnica zdań między nami. Nie...

Tematy w dziale Sport