Po upublicznieniu taśm Serafina rozpoczęto dyskusję o nepotyźmie a własciwie jeśli czytać media mainstreamowe o nepotyźmie tego złego PSLu. Ludowcy uciekając do przodu wyciągneli z rękawa syna premiera i nagle okazało się że to już nie jest nepotyzm. Jako tako walczą jeszcze zorientowane na prawicę media oburzając się na kuzynów i znajomych w spółkach skarbu państwa. Problem jednak jest znacznie szerszy, dotyka wszystkich i chyba całemu społeczeństwu przydałaby się głośna spowiedź. Prawicy, lewicy, dziennikarzom. Elicie i zwykłym ludziom. Bo jak to jest, że nigdy nie widziałem artykułu na temat służby wojskowej poltyków czy dziennikarzy, jak to jest panie redaktorze XYW, czy pośle Z, że wśród 30-40 latków należących do elity tak niewiele osób doświadczyło niedoli obowiązkowej służby wojskowej. Pmiętam gdy w latach 90tych szedłem na komisję poborową. Nie badano mnie wcale, tylko kazano się rozebrać, zobaczono że ręce i nogi mam i po wypelnieniu dokumentów orzeczono koniec badania (nie pamiętam czy już wtedy powiedziano mi, że dostałem kategorię A czyli zdatny do służby czy powiedziano mi to później). Zacząłem protestować mówiąc jakie to mam problemy zdrowotne, odpowiedziano mi, że muszę mieć na wszystko papiery. Poszedłem wtedy do wielu lekarzy, nic jednak nie osiągnąłem, bo mój stan zdrowia zły nie był, tzn byłem cherlawy i miałem niedowagę nie było to jednak nic co mogłoby przekonąć WKU. Oczywiście moja WKU nie była wyjątkiem. Trepy nigdzie nikogo nie badały od razu dając kategorię. Zatem jak to jest, że z moich warszawskich kolegów tylko jeden służył w wojsku (zgłosił się na ochotnika). Jak to jest, że wsród znanych dziennikarzy w wieku 30-40 lat także tych opozycyjnych oburzających się na nepotyzm PO nikt nie służył w wojsku. Część ludzi miała szczęście bo po zrobieniu magistra ich roczniki przesunięto do rezerwy ale co z resztą. Ja miałem szczęście bo wojsko zlekceważyłem, po pierwszym roku studiów przestałęm wozić zaświadczenia o tym, że studiuję i to mnie uratowało bowiem wojsko o mnie po prostu zapomniało, ale co z resztą. Powiedzmy, że uczciwie uniknęła wojska połowa młodych ludzi, więc jak to jest, że wsród młodych dziennikarzy czy polityków w wojsku nie służył nikt poza Ziemkiewiczem. Idźmy dalej tym tropem jak to jest, że wszyscy mają teraz prawo jazdy, gdy wiemy jak w niektórych miastach oblewa się egzaminowanych za przekroczenie linii w których trzeba zaparkować o milimetr. Znowu muszę opowiedzieć o sobie ja zrobiłem prawo jazdy za granicą. Ale większość elity robiła prawo jazdy w Warszawie i zdawała jakimś cudem. Jak to jest, że nikt po skończonych dobrych studiach nie pisze o tym, że większość ich kolegów dostała się na te studia po znajomości, bądź za pieniądze. Mój wykładowca w chwili szczerości powiedział mi że połowa mojego roku to ludzie którzy dostali się na studia dzięki układom. Ja byłem w tej grupie która nie dostała się na inne lepsze uczelnie. Ale nie mogę powiedzieć, że jestem bez winy, moje zdrowie zawdzięczam skorumpowanym lekarzom, którzy powiedzieli mojemu ojcu wprost, że bez łapówki mnie nie zoperują co skończyłoby się nieodwracalną utratą płodności. Coż jeżeli będę miał dzieci, swoje istnienie będą one mogły zawdzięczać skorumpowanym lekarzom. Sam też wręczałem łapówki, jako kilkunastolatek jeździłem bowiem komunikacją miejską na gapę i za każdym razem gdy mnie łapano wręczałem kanarom drobną kwotę. Zmierzam do tego że w Polsce nie ma niewinnych, nie ma ludzi którzy nic nie zawdzięczają nepotyzmowi czy korupcji. Nie ma takich ludzi także wśród prawicowych dziennikarzy oburzających się na układ rządzący zapominając ,że sami tkwią w tym świecie. Wszyscy wiemy o powszechnej korupcji (bo nepotyzm to także korupcja) wolimy jednak milczeć. Nie żądam oczywiście by dziennikarze mówili o tym jak dostali pracę w tej czy innej gazecie czy jak dostali się na studia, ale zastanawia mnie dlaczego żaden z nich nie poruszy tego tematu i nie przyjrzy się jak to jest, że tak niewielu ludzi z kręgu elity skończyło służbę wosjkową. Jak to jest, że najwięksi orędownicy armii nigdy nie wspominali o swojej służbie wojskowej. Jak to jest, że poseł SLD który myśli, że Powstanie Warszawskie wybuchło w 1988 r. wogóle skończył szkołę średnią a później bez tej podstawowej wiedzy dostał się na studia prawnicze (podyplomowe). Nikt tych pytań nie zadaje i nikt nie spotka się chociażby z nauczycielem historii posła Jońskiego. Niestety nikt się tym nie interesuje właśnie dlatego, że wszyscy w tym tkwimy i ten układ większości z nas po prostu pasuje. Obawiam się , że długo się to nie zmieni.


Komentarze
Pokaż komentarze