Media podały, iż związki zawodowe: Solidarność i OPZZ nie stawią się na planowaną debatę. Rzekomym podwodem rezygnacji dwóch największych związków działających w stoczni jest zaproszenie na debatę związków mniejszych.
Jakaż logiczna nieszczęśliwość musi towarzyszyć związkowym decydentom, iż postanowili użyć powyżej przywołanego argumentu do zerwania rozmów. Rozsądniej było by stwierdzić, iż nie mogą przyjść do studia ponieważ grzeją opony na obchody rocznicy wyborów czerwcowych. Taj jednak nie jest.
Jeżeli przedstawiciele Solidarności i OPZZ faktycznie nie stawią się na debatę, to z wyłącznie jednego powodu, a mianowicie takiego, iż nie mają argumentów. Jedyne co mają do zaoferowania to aktywność chuligańską. W studiu raczej bez pomocy tzw. publiczności aktywność nierealizowalna.
Zapewne w owej decyzji nie maczali paluszków specjaliści medialni z zaprzyjaźnionej partii. Jest to nieomal pewne, gdyż ewentualne zwycięstwo premiera w debacie uderzyłoby w wyniki sondaży owej partii, i to tuż przed wyborami, a na to partia nie może sobie pozwolić, a tym bardziej związki zawodowe.
Oto ile warte są puste frazesy działaczy związkowych, którzy rzekomo chcą tylko godnie pracować. Po nieboszczce Solidarności pozostał im wyłącznie znak graficzny, znacznie więcej pozostało w nich realnego socjalizmu.
Jeżeli ich zadaniem solidarność polega na tym, iż wszyscy podatnicy mają dopłacać do ich nierentownej spółki, która powinna już dawno upaść, to może faktycznej lepiej niech na debatę nie przychodzą.
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka