Jarosław Kaczyński wrócił do dobrej formy. I całe szczęście. Kto ostrzegałby rodaków przed wiekopomnymi niebezpieczeństwami ze strony Germanów.
Wielki „return” Jarosława Kaczyńskiego do świata fantastyki, czyli świata najbardziej odpowiedniego lidera PiS należy przyjąć z ulgą, albowiem dwóch głównych graczy na polskiej scenie politycznej mówiących o pokoju i dyskusji, to o jednego za dużo. Społeczeństwo nie jest gotowe na takie wstrząsy, dlatego nowa stara twarz szefa PiS witana jest przez mnie z wielka radością.
Musze przyznać rację Jarosławowi Kaczyńskiemu – nie przychodzi mi to z trudem - w kwestii niestosowności , czy raczej skandaliczności treści elementów programu niemieckiej prawicy. Zauważyć jednakowoż należy, iż czas i miejsce warunkują, choć nie usprawiedliwią ich treść. Zważywszy na wszelakie konteksty w tej sprawie, należy fragment przedmiotowego programu zaprzyjaźnionej partii z Niemiec uznać za bardzo niefortunny i kanałami dyplomatycznymi zadbać, iżby w przyszłości takie hecce nie miały miejsca.
Jarosław Kaczyński popełnił jednak monstrualne nadużycie semantyczne – co utwierdza mnie w przekonaniu, iż do formy wrócił – sugerując, iż PO reprezentuje niepolskie (czyli niemieckie) interesy i że nie jest polską partią. Postulat zmiany ustawy zasadniczej w przedmiocie wprowadzenia przepisów o granicach wcale nie jest głupi, ale w morzu absurdu ginie.
PiS ustami swego prezesa powrócił do znanej już rodakom retoryki; anachronicznej i nieskutecznej. Jest to retoryka nieustającego zagrożenia, która ma na celu oddanie władzy w ręce Jarosława, który nas obroni. Ta melodia grana była zbyt wiele razy, a premier Kaczyński miał swoją szansę i je nie wykorzystał. Powrót do terminologii strachu to wielki błąd partyjnego zaplecza. Za mobilizację betonowego elektoratu do wyborów europejskich , PiS, Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński zapłacą wysoką cenę. Mało kto daje się nabrać na quasi recepty dla Polski Jarosława Kaczyńskiego lub niespójne lekarstwa na kryzys gospodarczy głowy państwa.
Czy czeka nas wojna z Germanami? Może kiedyś. Na pewno nie teraz i nie w najbliższej przyszłości. Prognozowanie i straszenia działaniami wojennymi w obecnym stanie geopolitycznym, to populizm najwyższej próby. Powrót do tej klasy retoryki oznacza, iż Jarosławowi Kaczyńskiemu skończyło się polityczne paliwo i jest zdolny jedynie do bardzo kosmicznych ekspedycji. Niestety rzecz ma miejsce w realu.
Dla uspokojenia stanu duch wyznawców Jarosława Kaczyńskiego napiszę: nie kopcie okopów, nie budujcie bunkrów i zasieków, nie kupujcie granatów na czarnym rynku. Wojna, jeżeli nadejdzie, odbędzie się w głowie prezesa PiS.
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka