Fronty, zasieki, okopy, miny, bomby. To nie jest katalog wyrazów właściwych wyłącznie wojnie. To jest katalog wyrazów właściwy na określenie polskiego sytemu prawa publicznego ergo prawa administracyjnego.
Prawo administracyjne ustrojowe, materialne i procesowe wymaga wielu zmian. Normy zawarte w kodeksach, ustawach określających postępowanie przed sądami administracyjnymi, ustawach materialny są przestarzałe, niedostosowane do realiów.
Wprowadzane zmiany mają wymiar kosmetyczny. O ile prawo proceduralne nie wywiera maksymalnie negatywnego wpływu na statystycznego obywatela o tyle prawo materialne (drogowe, budowlane, wodne, o gospodarce nieruchomościami, o dowodach osobistych, o szkolnictwie wyższym, o ochronie przyrody) jest absurdalne.
Przykład: jeśli macie państwo pole, na którym wyrosły np. Brzozy samosiejki i ktoś państwu je po kilku latach usunie a wy nie zgłosicie policji kradzieży (ponieważ wam te samosiejki do niczego nie są potrzebne) to właściwy organ administracji publicznej zainicjuje postępowanie o ukaranie was jako właściciela, mimo iż nie ponosicie za usunięcie odpowiedzialności. Takie jest prawo.
Praktyka świadczy, iż polskie prawo publiczne jest przestarzałe. I nie jest prawdą, iż wszystkie instytucje opracowane przez doktrynę są kompletne. Prawo Zamówień Publicznych (choć nie należy do prawa administracyjnego w sensie ścisłym) zawiera procedury rodem z postępowania administracyjnego, cywilnego i elementów postępowania specjalnego dla ustawy. Ustawodawca popada ze skrajności w skrajność. Z jednej strony przyśpiesza procedury przetargowe, a z drugiej doprowadza do sytuacji, w której przedsiębiorca który uważa iż jego oferta nie została wybrana niesłusznie ma - do określonego progu wartości przetargu - możliwość odwołania się do zamawiającego, czyli do tego kto przetarg organizuje. Wystarczy, iż zamawiający nie odrzuci żadnej oferty. Ten zabieg blokuje możliwość odwoływania się. Jeżeli powiemy, iż na roboty budowlane dotyczy to wszystkich przetargów o wartości niższej niż 5 mln euro, to nic bardziej zachęcającego do korupcji na szczeblach lokalnych w małych i średnich gminach. A wystarczyło by wprowadzić jeden przepis, iż każdy oferent może się odwołać do sądu rejonowego i ustanowić termin siedmiu dni na wyznaczenie terminu rozprawy, która musi się odbyć w terminie 14 dni od daty wpłynięcia odwołania. W przypadku przegarnia sprawy wszelkie koszty pokrywała by strona pokonana. Zagwarantowano by prawo do sądu i jednoczenie założono by kaganiec pieniaczom.
Tak się jednak nie dzieje. Istniej milion niepotrzebnych przepisów, braku kilku tysięcy mądrych.
Wrócę do tematu.
Pozdrawiam.
Inne tematy w dziale Polityka