Narzekamy poziom klasy politycznej. Bardzo narzekamy. Budzi ona naszą najwyższą troskę, toć w naszym imieniu stanowi i realizuje prawo. O dziennikarzach rozmawia się mało, choć to oni winni dbać, o jakość informacji i interpretacji zdarzeń i faktów, to wielkie zaniechanie.
Większość czytelników prasy codziennej sądzi, iż politycy nie są godni zaufania publicznego; tak można wnioskować z wielu sondaży przeprowadzonych na ten temat. Profesorzy znajdują się naszczycie zaufania publicznego, wyżej niż duchowni, wojskowi, sędziowie, strażacy. Polityków po prostu deklasują. Zresztą polityków deklasują nawet sprzątaczki – nic nie ujmując wartości tego zawodu.
Zawód dziennikarza nie zdobył szczytu społecznego zaufania, ale znajduje się w tym rankingu wysoko. Dziennikarze nie tylko podają informacje i je publicystycznie opisują, oni kreują. Tak, i mogą swój twór zniszczyć. To wielka władza. Boska nieomal. To wielka odpowiedzialność.
Rozszczepienie ideowe, światopoglądowe i taktyczne stały się fundamentem, na którym został wzniesiony gmach rynku gazetowego, w szczególności gazetowego. Nic nowego, nie dziwnego, norma. Wrzawa wokół Wyborczej, Dziennika czy jakiekolwiek innej gazety to mentalna impotencja. A Wyborcza napisała to i to, a Dziennik napisał to i to, a tego i tamtego nie nikt nie napisał. A w Wyborczej są sami Żydzi, a w Dzienniku są sami Niemcy, a w Rzeczpospolitej są sami patrioci. A kto pisze prawdę, kto właściwie interpretuje zdarzenia i fakty? „Prawdziwi patrioci” powiedzą że Rzeczpospolita, „Prawdziwi Żydzi” że Wyborcza, a „Prawdziwi Niemcy”, że Dziennik. Wszystko jasne. Nikt nikomu nie nakazuje czytać Żydów z Wyborczej czy Niemców z Dziennika, każdy może kilka swoich złotych wydać wedle upodobania, a jednak stęchlizną czuć wszędzie.
Klasa próżniacza marnuje nasze pieniądze – tak zwykło się mawiać. Zaufanie do polityków jest niskie i wciąż spada, a do sprzątaczek rośnie. Sami wybieramy takich właśnie polityków, choć wybieramy spośród osób wybranych przez partie, a w tej wstępnej selekcji nie zawsze wygrywają mądrzejsi, lepsi i uczciwi. Nie ma co narzekać, taki jest system. Zły? Być może, ale jeszcze niedawno był gorszy.
Dziennikarzy nie wybieramy w wyborach powszechnych, choć stanowią władzę o bardzo szerokich kompetencjach, choć nieformalnych oczywiście. Jestem daleki o lata świetlne o formalizowanie takich pomysłów, zwracam jedynie uwagę na fakt. Dziennikarze przodują w narzekaniu na poziom polskich polityków, dają rady jak postępować, umoralniają, skazują i rozgrzeszają, ale czy oni sami są doskonali? Oczywiście, że nie. Czy przewyższają jakością polityków? Oczywiście nie!
Polskie dziennikarstwo jest odzwierciedleniem polskiej polityki. Są w polityce jednostki wybitne, ale 90 % nie nadaje się do niczego. Podobnie jest z dziennikarzami i publicystami. Politycy dostają instrukcje, co mają mówić w danym temacie. Nie inaczej jest z dziennikarzami, wszędzie to samo, oczywiście to samo, ale po partyjnym kluczu. Teksy są miałkie i mało oryginalne. Totalna apatia intelektualna. Kto z was czytelników czytał naprawdę porywający artykuł, kto go wciął z gazet i zachował?
Marność powiadam i miernictwo. Powszechne oburzenie wobec wyboru Rymanowskiego na dziennikarza roku to najlepszy przykład erozji intelektualnej środowiska dziennikarskiego. Jasne, nie wszyscy mówili o tym głośno, ale większość wielkich dziennikarzy z szyderczym uśmiechem przyjęła ów werdykt. Nikt nic nie powiedział, ale ząbki zacisnęli prawie wszyscy. Być może ludzie wolą obrazki, a być może w prasie wieje budą, bylejakością i zblazowaniem.
Pragnę podkreślić, iż bywają wyjątki, jak zawsze. Większość dziennikarzy to jednak słabi rzemieślnicy, niezdolni do większych zdobyczy intelektualnych. Tezy banalne, recepty powtarzane za politykami lub kolegami po fachu, konglomerat bylejakości.
Pamiętajcie państwo, iż biorąc gazetę do rąk zwykle spotkacie człowieka pokroju posła, którego nigdy nie widzieliście, albo radnego, którego nikt nie wybrał. Bardzo rzadko spotkacie mądralę, który ma cos do powiedzenia. Coś ważnego.
Pozdrawiam.
Inne tematy w dziale Polityka