Arcybiskup Józef Michalik po raz kolejny został wybrany na stanowisko Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Wielu komentatorów konstatuje, iż oznacza to kontynuację polityki KK w zasadniczych sferach działalności, i pewnie mają rację. Co owa kontynuacja oznacza dla samego KK?
Na wstępie muszę popełnić wyznanie. Nie jestem zagorzałym zwolennikiem KK, ale też nie jestem jego przeciwnikiem. Postrzegam KK bardziej z zewnątrz niż z wewnątrz. Nie oznacza to, iż świątynie odwiedzam wyłącznie dla ich walorów architektonicznych. Postrzegam KK, jako instytucje, wielką organizację, czy swoistą korporację w znaczeniu właściwym, czyli nie negatywnym. Nigdy nie demonizowałem KK, nie generalizowałem, nie atakowałem dla zasady. Takoż nie gloryfikowałem. Starałem się, jak zawsze, postępować racjonalnie, więc potencjalne zarzuty po przeczytaniu wpisu winny uwzględnić owe fakty.
Ad Rem. Ponowny wybór Abp Michalika oznacza kontynuację, czyli stagnację, a więc regres. Rozumiem, iż konserwatyzm jest naturalnym czynnikiem w działalności KK, jako gwarant zasadniczych wartości. Konserwatyzm dla konserwatyzmu nie ma sensu, podobnie jak liberalizm dla liberalizmu, a kanibalizm dla kanibalizmu. Konserwatyzm KK winien być przemyślany i wykorzystywany rozumnie, a nie dogmatycznie, na rzecz KK a nie przeciw niemu. A tak się właśnie dzieje.
Statystyki są brutalne, liczba wiernych obecnych na mszach spada, pomimo kryzysu. Piszę „pomimo”, ponieważ w sytuacjach zagrożenia, czy właśnie kryzysu ludzie są bardziej skłonni zwracać się do Boga. Jak trwoga to do Boga. Czy można stwierdzić, iż dobrobyt jest wrogiem KK? Nie do końca. Owszem, im bardziej jesteśmy samodzielni, więcej zarabiamy, poziom życia wzrasta, tym częstotliwość naszych modlitw maleje. Dotyczy to jedynie części społeczeństwa, inne zbiory wiernych mogą być odporne na oczywiste zmiany cywilizacyjne i pozostają wierne. Czy to jedyny powód spadku wiernych na niedzielnych mszach? Zapewne nie.
Drugim powodem jest oddalenie. Siłą KK jest możliwość konsolidacji jednostek w określonej społeczności lokalnej; parafii. Owa możliwość winna być wykorzystywana wszechstronnie w oparciu o zasadę subsydiarności wyrosłą ze społecznej nauki KK, sformułowaną przez Papieża Leona XIII. Zakłada ona, iż człowiek jest sensem działania organów KK, a także organów władzy publicznej. Owa zasad stosowana jest w prawie powszechnie obowiązującym, chociażby w Konstytucji RP. Zasada subsydiarności zakłada, iż nie należy ingerować w życie człowieka, jeżeli człowiek z czymś radzi sobie doskonale. Należy pomagać w sytuacji, kiedy jakaś forma organizacji może wspomóc jego działania, zawsze w oparciu o pojęcie woli i samorządności. Moim zdaniem KK realizuje ową zasadę wybiórczo, a czasami wcale. Oczywiście można dać przykłady doskonałej działalności organizacji związanych bezpośrednio, z KK jak chociażby CARITAS, ale mi chodzi o pracę u podstaw. Ograniczanie się do konwencjonalnych czynności paterze oddalają się od swych owieczek. Pamiętam, choć to dawno było, jak będąc ministrantem uczestniczyłem w cotygodniowych meczach z osiedlowymi drużynami. Ks. Bogusław organizował parafialne pikniki rodzinne, warsztaty artystyczne, kursy poznawania Jezusa na wesoło, kursy z poznawania Biblii, na które byli zapraszani profesorowie z KUL. Tworzono w ten sposób wspólnotę ciała, nie tylko słowa. Mam wrażenie, że taka działalność zanika, choć zapewne znajdziemy parafie gdzie dzieje się więcej i lepiej, niż w opisanym przeze mnie przykładzie. Jeżeli władze KK uważają, iż obecność KK w Internecie jest wystarczająca, za kilkanaście lat liczba wiernych w kościołach może zaskoczyć wszystkich. Recepta? Pracować, pracować, i jeszcze raz pracować nad duchem, ale nie tylko słowem.
Trzeci powód do zadumy nad losem KK, to jego podejście do życia publicznego. Niezrozumiała decyzja Episkopatu w sprawie lustracji w połączeniu ze stanowiskiem KK wobec testamentu życia, szczególnych przypadków aborcji musi powodować konfuzję części wiernych. PiS może obecnie liczyć na 20 % ogółu elektoratu, i te 20 % mimo dogmatycznego przywiązania do KK może czuć dyskomfort mając na uwadze stwierdzenie, iż sprawa lustracji jest przez ten uznana za zamkniętą. Już dziś można przeczytać jednoznacznie negatywne opinie czołowych publicystów zajmujących się działaniem KK. Trudno zrozumieć komunikat brzmiący mniej więcej tak: historii kościelnych donosicieli już nie badamy, ale brutalnie zgwałcona 16 latka, która usunie ciążę, pozna smak anatemy. Podwójne standardy plus wzrost poziomu świadomości publicznej nie wróży KK świetlanej przyszłości.
Po czwarte, problemem jest poziom intelektualny młodych duchownych i kleryków. Występują wyjątki, wiem. Nie piszę tego na podstawie badań, ale rozmów z księżmi i klerykami, co prawda na płaszczyźnie zawodowej, ale jednak. Dla wyjaśnienia, co jakiś czas szkolę tę grupę docelową w pewnej dziedzinie prawa. Biskupi, prałaci, wikariusze, klerycy, rozmawiałem z wieloma. Niestety młodzież jest nieporównywalnie gorzej uposażona intelektualnie od starszyzny. Nie idzie o wiedzę nabywaną w seminariach, ale o niemożność przekraczania podstawowych schematów i konstruowanie banalnych fraz w dyskusjach i protekcjonalnemu podejściu do interlokutora. Kiedy postawiłem tezę, iż kryzys powinien sprzyjać napływowi wiernych do kościołów, a zatem kryzys ekonomiczny nie może być obiektywnie oceniany przez KK negatywnie większość przytaknęła, miast szukać sposobów pomocy biednym owieczkom. Kiedy zapytałem, czy dobrym pomysłem jest organizowanie bezpłatnych lekcji angielskiego prowadzonych przez księży, wszyscy odpowiedzieli ze tak. Kiedy zapytałem, kto ze zgromadzonych posiada chociażby certyfikat FCE, jeden kleryk podniósł rękę. To poniekąd tłumaczy to, co pisałem o drugim powodzie.
Rekapitulując należy stwierdzić, iż przed KK nawał pracy. Obawiam się jednak, iż występują wielkie deficyty, w szczególności te o których pisałem powyżej. Wcale mnie to nie cieszy. Uważam, iż KK ma wielką rolę do odegrania w teatrze życia społecznego. Mam wrażenie, że KK zastygł, pogrążył się w letargu, a po śmierci Jana Pawła II ten stan się pogłębił. Darwin pisał o doborze naturalnym i choć Nasz Papież przyjął naukę autora teorii ewolucji, to KK aktualnie swymi działaniami nie robi nic by nie dostać Nagrody Darwina.
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka