Dyskusja o używaniu prezerwatyw wywołana wypowiedziami Benedykta XVI jest bytem prawie wyłącznie medialnym. Sytuacja faktyczna, jest o wiele mniej skomplikowana niż sądzą wielkie autorytety świeckie i duchowne.
Prezerwatywa nie chroni w 100 % przed zachorowaniem na AIDS, nie jest w 100 % skutecznym środkiem antykoncepcyjnym. To wiemy. Kościół Katolicki jest stoi w opozycji do prezerwatyw, ze względu na swoje interesy, czy inaczej mówią, ze względu na dobro członków Kościoła Katolickiego (KK). To też wiemy. Niby nic nowego a rwetes w mediach na całego.
Najbardziej śmieszy jednak to, że prawdopodobnie większość polskich katolików używa prezerwatyw, tabletek i innych środków antykoncepcyjnych. Społeczeństwo którego 90% populacji to katolicy czuje jednak dość spore zapotrzebowanie na lateksowe kondomy. Śmiem twierdzić, iż potwierdza to już dawno sformułowaną przeze mnie tezę, iż naukę KK społeczeństwo – szczególnie w miastach – traktuje jak hipermarkety; najfajniejsze są promocje. Politykę kościelnych nakazów i zakazów zliberalizowali sami wierni. Często można usłyszeć zdanie: ale tego nie uważam za grzech. W szczególności młodsza część społeczeństwa może mieć problemy ze zrozumieniem zła płynącego z prezerwatywy, nie wspominając o czystości przedmałżeńskiej. Choć nie wątpię, iż tak się dzieje, nie znam tylko najnowszych wyników badań na ten temat.
Nie stając po żadnej ze stron, muszę stwierdzić, oferta KK dla młodego człowieka jest coraz bardziej szczupła. Jeżeli uznamy KK za nośnik uniwersalnych wartości to bardzo zły sygnał dla młodych ludzi i dla KK. Jeżeli jednak KK nastawiony jest wyłącznie na obronę zdobytych pozycji, to przyniesie mu zgubę, w bardzo nieodległej perspektywie. Liczba wiernych na mszach spada, sprzedaż prezerwatyw rośnie.
Pozdrawiam
Inne tematy w dziale Polityka