Ostatnio pewien młodszy nawet ode mnie człowiek wystąpił z tezą, że obecnie to panuje wyzysk i pogoń za pieniądzem, a za PRL to może i było biedniej, ale za to szanowano ludzi pracy.
W odpowiedzi można by przytoczyć chociażby krótką dowcipną definicję z okresu szczęśliwie minionego: "Szampan to napój klasy robotniczej pity ustami jej przedstawicieli".
Może jednak poważniej. Epizodzikiem, który znakomicie pasuje tu na ilustrację, jest historia statku MS Maria Konopnicka. Statek ten był budowany w Stoczni Gdańskiej (wówczas imienia Lenina) w 1961 roku. W grudniu prowadzono w wielkim pośpiechu prace wykończeniowe ponieważ zbliżał się planowany (nierealistyczny) termin oddania statku. Jednocześnie prowadzono prace spawalnicze i testy instalacji paliwowej (co by się kwalifikowało do nagrody Darwina, gdyby nie to że dyrekcja w ten sposób ryzykował cudzym a nie swoim życiem). W pewnym momencie paliwo chlusnęło na palnik spawacza...
Pożar szybko się rozprzestrzenił odcinając od wyjścia 21 stoczniowców. Można było ich bardzo łatwo uratować wycinając otwór w burcie statku. Kierownictwo stoczni nie podjęło jednak takiej decyzji w obawie przed uszkodzeniem jednostki. Trzeba było wykonać plan... Naoczni świadkowie relacjonowali, że przez wiele godzin z wnętrza kadłuba dochodził coraz słabszy odgłos uderzania młotami o burty...
Taki to był ustrój sprawiedliwości społecznej i szacunku dla ludzi pracy. To tylko jeden epizod. Na rybkę mogę rzucić dwa kolejne: działalność SB-eckich szwadronów śmierci odpowiedzialnych za zamordowanie w latach 80-tych co najmniej kilkudziesięciu osób, czy też tysiące ludzi umierających na choroby uleczalne w krajach nie posiadających wspaniałej, bezpłatnej, socjalistycznej służby zdrowia. I dziesiątki innych pozycji w rachunku, który niestety do dzisiaj nie został wystawiony.
PS. O historii pożaru na MS Konopnicka usłyszałem po raz pierwszy oczywiście dzięki pieśni Jacka Kaczmarskiego:
MS Maria Konopnicka
Wykańczaliśmy jednostkę, plan się walił, liczył czas
A tych paru pracowało tam, na dnie,
Wtem się ogniem zajął mostek, ewakuowali nas,
A od tamtych na dnie odwrócili się.
Okręt płonie - krzyczą - plan! Trzeba gasić co się da!
My po jeszcze żywych, dalej kadłub ciąć,
Wtedy wojsko zawezwali i ratować zakazali:
Kula w łeb, kto zechce w rękę palnik wziąć!
I słyszeliśmy jak młoty o stal walą,
Coraz wolniej, jakby z czasem zwlekał czas,
Oni biją tam na alarm, że się żywym ogniem palą,
My stoimy, i nie robi nic nikt z nas.
I ucichło to ich bicie, długo zanim pożar zgasł.
Milczał statek ocalony, wojsko, my.
Ale premię za przeżycie wyfasował każdy z nas
I urlopu strachowego po dwa dni.
Zwodowaliśmy jednostkę i o burtę szampan prysł,
Zaspawany na dnie wieczny grób wśród braw.
W chorągiewkach nowy mostek, flag biało-czerwonych błysk
Płyń po morzach, imię polskiej floty sław!
I słyszymy wciąż jak młoty o stal walą,
Coraz wolniej jakby z czasem zwlekał czas,
Oni biją tam na alarm, że się żywym ogniem palą,
My stoimy, i nie robi nic nikt z nas.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)