Muszę się przyznać, iż nie podoba mi się mój tekst z poniedziałku. Tak to jest, gdy człowiek pisze pierwsze, co mu przyjdzie do głowy. Skrytykowałem amerykańskiego dyplomatę za imperialną butę, a polskich polityków za wasalską mentalność, tymczasem szybko okazało się, że problem jest innego rodzaju.
Owszem, Amerykanin wspomniał coś o Giertychu, jednak notatka, która wywołała tyle szumu, miała o wiele szerszą treść. Tak naprawdę był to skrótowy przegląd aktulanych kwestii łaczących Polskę i Amerykę. Bez wątpienia mający chrakter poufny. I być może Amerykanie demonstrowali imperialną butę, lecz w żadnym wypadku nie należało używać akurat tego dokumentu jako dowodu.
Tymczasem doszło do przecieku, który narobił tyle zamiaszenia, iż nawet trudno zrozumieć komu mogło na tym zależeć. Póki co możemy tylko liczyć straty: utratę zaufania u Amerykanów i wszelkich innych dyplomatów (kto teraz bedzie z nami szczerze rozmawiać, wiedząc, iż jutro to może być w gazetach?!), kompromitacja MSZ (która to już z kolei?), dwuznaczna postawa Radka Sikorskiego (nawet nie próbował się odciąć od ironicznych komentarzy na marginesach notatki).
Pozostaje pytanie - kto za tym stoi? Mam nadzieję, że się dowiemy. Nie wierzę, że to jakaś celowa zagrywka rzadu. Już prędzej niefrasobliwość, ale dlaczego miałaby się objawić akurat w tak konkretny sposób? Musimy byc teraz swiadkami jakiejś dziwnej i niebiezpiecznej gry, której uczestników mozemy się tylko domyśleć. Sądzę, że czeka nas jeszcze wiele takich "przecieków", podobnie jak zresztą było do tej pory. Jednego tylko możemy być pewni - na tej tajemniczej grze ucierpimy wszyscy. I to bardzo.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)