Dziś mecz Belgia – Polska. To dobry czas, by zwrócić uwagę na zastanawiający (żeby nie użyć innego słowa) stosunek naszych polityków do piłki nożnej. Niby wiedzą, jak wielkie emocje budzi ta dyscyplina wśród obywateli i kiedy mogą to pchają się na trybuny, lub do zdjęć ze zwycięskimi (przez chwilę) piłkarzami.
Jednak gdy światła stadionów gasną, temat piłki znika. Nikt nigdy nie przedstawił programu naprawy i rozwoju polskiej piłki nożnej. Najwyżej pojawiały się tworzone naprędce hasła. Tak jakby nie zdawano sobie sprawy, że futbol to teraz nie tylko sport, ale wielki biznes. W niektórych krajach poprawa poziomu ligi piłkarskiej owocowała wzrostem PKB. Setki tysięcy ludzi na trybunach, miliony sprzedanych gadżetów, koszulek, kubków piwa itp. Rozumieją to już chyba we wszystkich sąsiednich krajach, tylko nie u nas.
Można powiedzieć, iż nie powinienem kierować zarzutów tylko do polityków, ale też do miernych działaczy i przedsiębiorców bez wizji. Jednakże bez wątpienia w tej chwili to politycy mają głos decydujący. Muszą m.in. stworzyć takie prawo, by spacyfikować stadionowych bandytów i pozamykać działaczy – oszustów, a także sprawić by inwestowanie w sport się opłacało.
Także politycy by skorzystali. Jeśliby nasi piłkarze, czy to ligowi, czy reprezentacyjni zaczęli w końcu odnosić prawdziwe sukcesy, to i okazji do promowania się na ich tle byłoby więcej. Dlatego właśnie dziwię się, czemu nic w sprawie piłki nie robią. Stosunkowo małym kosztem mogliby sporo zyskać. Ale nie, lepiej wyciągać na przykład temat aborcji. Po co zająć się czymś, co kochają wszyscy (no, prawie), skoro można oddać się radosnej destrukcji. Poniekąd łączy to polityków z kibolami – jedni i drudzy mówią, że kochają piłkę, a naprawdę chodzi im tylko o zadymę.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)