Dzisiejszej nocy w tysiącach warszawskich mieszkań rozdzwoniły się telefony. Wybudzeni ze snu ludzie ze zdziwieniem wsłuchiwali się w głos przemawiającego do nich Kazimierza Marcinkiewicza. Zapewne większość z nich nie słuchało zbyt długo, tylko z irytacją (jeśli nie gniewem) rzuciło słuchawką.
Rano okazało się, iż była to oczywiście pomyłka. Marcinkiewicz nie zamierzał budzić swych potencjalnych wyborców o 3 nad ranem. To wykonująca zlecenie firma popełniła błąd. A właściwie spowodowała polityczną katastrofę. Można wprawdzie przypuszczać, że zadeklarowani zwolennicy byłego premiera nie odwrócą się od niego. Jednak wynik warszawskiej elekcji zależy głównie od licznej grupy niezdecydowanych. A ci, nawet jeśli sami spali w nocy spokojnie, mogli się mocno zniesmaczyć. Tym bardziej, iż sprawę natychmiast nagłośniły media. Obawiam się, że niezwykle dobrze radzący sobie do tej pory z politycznym marketingiem Marcinkiewicz poległ przez nadmierną fantazję swojego sztabu wyborczego. To kolejny dowód na to, iż lepsze jest wrogiem dobrego. Naprawdę, czy nie warto było pozostać przy ulotkach?


Komentarze
Pokaż komentarze