Napisałem wieczorem tekst o tematyce związanej z Wielką Nocą i podjąłem postanowienie, iż przez najbliższe dni nie piszę już w ogóle. A przynajmniej nie o polityce. Jednakże poranna lektura wpisu Bartosza Węglarczyka ponownie przykuła mnie do klawiatury (co dobitnie pokazuje, iż moje teksty powstają głównie pod wpływem irytacji).
Pan Bartosz uważa, iż konieczne jest wysłanie Aleksandra Kwaśniewskiego (w imieniu Polski) do Kijowa, by pomógł w rozwiązaniu tamtejszego konfliktu. Jak pisze dziennikarz „Wyborczej”: Już raz, dwa i pół roku temu, Kwaśniewski poprowadził udane negocjacje w groźniejszym niż dziś konflikcie między ukraińskimi politykami.
Czytając takie słowa człowieka może ogarnąć tylko pusty śmiech. I Węglarczyk jest uznawany za eksperta od spraw międzynarodowych? Do telewizji go zapraszają? Pan Bartosz nie wie, że Kwaśniewskiego do Kijowa sprowadził w 2004 roku Kuczma, jako swojego kolegę? Ówczesny prezydent Polski miał uratować ustępującego prezydenta Ukrainy przed gniewem rewolucjonistów (co mu się akurat udało, to fakt). Po przyjeździe przez kilka godzin błąkał się po Kijowie i wszędzie go spławiano. Janukowycz nie chciał z nim rozmawiać bo miał swoich przyjaciół, a Juszczenko nie ufał Kwaśniewskiemu, znanemu z obściskiwania się z Kuczmą. Zorganizowany naprędce „okrągły stół” nie przyniósł żadnych rezultatów. Strony miały własne plany na rozwiązanie konfliktu, a Kwaśniewski tylko im przeszkadzał. Dużo większym szacunkiem darzono w Kijowie reprezentującego Unię Europejską Javiera Solanę, i to on miał prawdziwy wpływ na przebieg wydarzeń. Jedyne co pozostało Kwaśniewskiemu, to ustawiać się odpowiednio pozując do zdjęć (tyle potrafi).
Jeśli ktoś chce się przekonać, jak wiele na Ukrainie w 2004 roku zdziałał Kwaśniewski, niech sprawdzi ile razy nazwisko byłego prezydenta pojawia się w zagranicznych opracowaniach dotyczących Pomarańczowej Rewolucji. To tylko w Polsce liczni apologeci zrobili z niego nowego Kissingera.
Teraz „Gazeta Wyborcza” robi co może by poprawić PR Kwaśniewskiego, przedstawiając go jako wybitnego negocjatora i dyplomatę. Obecny polski rząd wręcz musi przyjąć jego usługi, bo jak tu rezygnować z pomocy takiego geniuszu! Lecz Kwaśniewskiego na Ukrainę nikt nie wyśle, bo to po prostu dyletant. Narobi tam więcej szkód niż pożytku.
Jeśli już Kwaśniewski koniecznie chce się wybrać na wycieczkę do naszego wschodniego sąsiada, to niech jedzie. Ale nie do Kijowa, tylko na przykład do Baru. Ładna nazwa, prawda? Posiedzi sobie tam, napije się wódki. Może Kuczma go odwiedzi, albo inny znajomy? Powspominają stare dobre czasy. Ale od występowania w imieniu Rzeczpospolitej ma się Kwaśniewski trzymać z daleka. Dla dobra nas wszystkich.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)