W sprawie sowieckich pomników Estończycy wykazali się moim zdaniem nadzwyczajną mądrością. Jeśli postępują tak samo przy innych problemach, to nic dziwnego, że ich mały kraj rozwija się tak szybko, i tak szybko bogaci.
Oto bowiem Estończycy potrafili tolerować obecność pamiątek zbrodni dokonanych na nich przez Rosjan. Zamiast niszczyć pomniki, zajęli się szybką modernizacją państwa. Dzięki temu kraj będący jeszcze 16 lat temu jedna z sowieckich republik, jest teraz członkiem Unii Europejskiej oraz NATO. Estończycy są wreszcie bezpieczni we własnym państwie, i pewni, że nikt nie zabierze im wolności przy milczącej zgodzie świata, jak to miało miejsce w 1940 roku. Dlatego teraz mogli nareszcie przystąpić do porządkowania ojczyzny z pamiątek komunizmu.
Trzeba to podkreślić – Estończycy wykazali nadzwyczajną cierpliwość. Przecież Armia Czerwona nie była dla nich żadną wyzwolicielką. W dwóch wielkich falach deportacji – w 1940 roku i po wojnie wywieziono na Syberię niemal jedną piątą narodu estońskiego. Kolejnych kilkadziesiąt tysięcy zostało zamordowanych przez NKWD. Przedwojenny prezydent Estonii był więziony aż do śmierci w 1956 roku (miał szczęście, że przeżył, w odróżnieniu od większości rządu i polityków).
W miejsce zamordowanych i wywiezionych Estończyków przybyli Rosjanie, którzy przystąpili do intensywnej kolonizacji kraju. Szczególnie nasiliła się ona w latach 80., można więc rzec, iż niepodległość trafiła się Estończykom w niemal ostatniej chwili. Jeszcze kilkanaście lat i byliby mniejszością we własnym kraju.
I mimo tych wielkich krzywd Estończycy potrafili powstrzymać się od zemsty na monumentach. Wiedzieli jaką reakcję może to wywołać. Zapewnili więc sobie najpierw bezpieczeństwo i dobrobyt. Nie wiadomo, czy Estonia trafiłaby tak szybko do UE i NATO gdyby takie zamieszki jak obecne zdarzyły się tam wcześniej. Teraz jednak Estończycy mogą być spokojni. Rosja może im grozić, lecz już nigdy ich nie skrzywdzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)