Pewnego razu kolega przedstawiający mnie na jakiejś imprezie swoim znajomym rzekł: „Zgadnijcie co Paweł studiuje?”. Zapytani poprosili o jakąś podpowiedź, a wtedy mój kolega im jej udzielił (całkiem bezceremonialnie, muszę przyznać): „On się babrze w gównie”. „Politologia!” – zabrzmiała radośnie odpowiedź. Tak jest, trafili za pierwszym razem. Jak widać młodzież skojarzenia ma jednoznaczne.
I trudno się dziwić, bo polityka ma w istocie dużo z szamba. Wiem bo obserwuję ją od zewnątrz, oglądam trochę od środka, poznaję zarówno jej teorię jak praktykę. Nie mam żadnych wątpliwości, iż to wyjątkowo brudne zajęcie. Odpowiadając czasem na pytania dlaczego postanowiłem zająć się akurat taką sferą życia mówię, iż po pierwsze – bo politykę lubię (takie zboczenie), a po drugie ktoś to jednak musi robić.
Jednakże ktoś, nie znaczy każdy. Jestem zwolennikiem teorii Maxa Webera dotyczącej klasy politycznej. Otóż Weber napisał, że polityką powinni się zajmować zawodowi politycy, profesjonalnie przygotowani do walki o władzę, reprezentowania wyborców i sprawowania władzy.
Oczywiście jest to w dużym stopniu teoria utopijna. Zawiera ona jednak w sobie tą jedną podstawową prawdę – polityka to zawód jak każdy inny, lecz nie wszyscy powinni się nią zajmować. Tymczasem w Polsce istnieje przeświadczenie, że akurat politykę to może robić każdy.
Rzecz jasna – może, ale musi się liczyć z konsekwencjami. A podstawowym skutkiem działania na obszarze polityki jest pokrycie warstwą nieprzyjemnie pachnącego brudu. Jest to praktycznie niemożliwe do uniknięcia. Osoby mające naturalne polityczne predyspozycje niezbyt się tym brudem przejmują i zawsze jakoś jego obecność wyjaśnią (vide polscy politycy). Lecz wielu ludzi jest nieco delikatniejszych. Nie potrafią wytrzymać, gdy ktoś im mówi, że chyba śmierdzą (a zawsze znającą się tacy, którzy to powiedzą). Prawdziwość powyższej refleksji sprawdzamy właśnie w praktyce. A to dopiero początek, jak sądzę.
Pod apelem Ruchu na rzecz Demokracji podpisało się wiele osób znanych i będących w oczach niektórych autorytetami. Łączy te osoby jedno – są dobrymi (?) naukowcami, pisarzami lub poetami, ale polityką zajmowali się mało i w sposób wysoce nieprofesjonalny. Akurat tyle, by się pobrudzić. Ciekawe, czy są gotowi usłyszeć w co wdepnęli?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)