Chyba każde z nas chciałoby, by ta sprawa w ogóle nie miała miejsca. Niestety, doktor Mirosław G. naprawdę robił coś bardzo złego. Zeznania zebrane przez prokuraturę zdają się nie pozostawiać wątpliwości.
Oczywiście, branie łapówek też nie jest dobre, ale nie oszukujmy się – w Polsce to nic nadzwyczajnego. Bez wątpienia spektakularna akcja służb mogłaby budzić pewne zdziwienie, gdyby chodziło o „zwykłą” korupcję. Lecz pamiętnego 14 lutego szybko gruchnęła wieść o zbrodniach popełnianych przez cynicznego lekarza.
Co było dalej – wiemy. Śledztwo, jak każde inne, powoli sunęło naprzód. Tymczasem wokół Mirosława G. rozpętała się polityczno – medialna burza (co w naszym kraju nie wywołuje teraz takiej reakcji?). Nagle został on ofiarą represyjnego reżimu IV RP. Minister Ziobro spowodował upadek kardiochirurgii, a ludzie zaczęli uciekać ze szpitali. Przynajmniej tak to wyglądało w telewizji.
Po trzech miesiącach poznajemy prawdę. Mirosław G. być może nie dusił chorych poduszką, lecz mógł stosować dużo subtelniejsze metody. Takie, których po prostu nie dało się odkryć w tempie pożądanym przez reporterów TVN24.


Komentarze
Pokaż komentarze (28)