Trudno dyskutować z tezami Tomasza Żuradzkiego, które zrobiły się już sławne. A raczej niesławne. Przede wszystkim nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż to zwykły bełkot (jak napisał ktoś na forum gazeta.pl: to tak głupie, że nawet ja bym mógł to napisać), lub też zwykła prowokacja. Po prostu ten tekst jest albo efektem głupoty, albo złej woli.
Przyjmijmy jednak na chwilę, że Żuradzki ma rację, a co więcej – Polska będzie wkrótce wyglądać tak jak on sobie marzy. Patriotyzm, ta śmiertelna choroba, zostanie wypleniony, a ludność terytorium pomiędzy Odrą a Bugiem ponownie stanie się „tutejsza”. Nie będzie już Polaków, a co najwyżej Europejczycy. Co wtedy będzie? Otóż wówczas przyjdą Niemcy.
Hans Gert-Poettering pokazał dziś ile warte jest opowiadanie, jak to parlament europejski reprezentuje wszystkich obywateli UE, a nie swoje państwa. Oto sam przewodniczący PE udał się na imprezę organizacji powszechnie uznawanej za skrajną i udzielił jej poparcia. Być może nie zrobił tego z przekonania. Kierowała nim zapewne taktyka wewnętrznych niemieckich rozgrywek. Ale właśnie – niemieckich. Hans Gert-Poettering pokazał co pozostaje najważniejsze – własny kraj.
Niemcy nigdy nie uwierzą w brednie takie jak wygłaszane przez Żuradzkiego, ale Polacy, a zwłaszcza polskie „elity” mogą to zrobić. Wtedy mogą się spełnić marzenia Eriki Steinbach oraz jej „wypędzonych”. Dostaną czego chcą, bo po co ktoś będzie bronił polskiego interesu narodowego? Przecież na terenach między Odrą a Bugiem nie będzie już żadnego narodu.
Lecz gdy nowi-starzy właściciele przyjadą po swoje odzyskane majątki mogą się zdziwić. Narody tworzą się bowiem bardzo szybko. Szczególnie wtedy, gdy trzeba bronić przed obcymi swojego domu, swojej ziemi i swojej rodziny. Wówczas to „tutejsi” dostrzegają jak są podobni. Dostrzegają również jak inni są przybysze. Wtedy krew obcych zaczyna płynąć. Nadchodzi czas patriotów.
Żuradzki myli się już u samych podstaw swego wywodu. Pisze on, że patriotyzm jest reliktem przeszłości, pozostałością po czasach, gdy hordy plemienne wiodły wojny o terytorium, żywność i kobiety. Ale przecież od czasów plemiennych hord nic się nie zmieniło. Nadal trwa walka, i nadal o to samo. Co najwyżej sposoby prowadzania wojny stają się coraz bardziej finezyjne.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)