Festiwal zapoczątkowany „rewelacjami” Janusza Kaczmarka trwa. Muszę przyznać, iż zaczyna się robić zabawnie. W Sejmie trwa teraz zapewne gotowanie hektolitrów kawy – posłowie muszą jakoś przetrwać całonocne czytanie stenogramów z przesłuchania „świadka koronnego IV RP”.
Nad ranem zaczną się konferencje prasowe (żal mi trochę tych biednych dziennikarzy). Politycy będą na wyścigi ujawniać co takiego usłyszeli podczas „tajnego” posiedzenia. W sobotę show osiągnie swój kulminacyjny punkt.
To co teraz się dzieje skłoniło mnie do rozważań o faktycznej wizji Układu, jaką posiadał kilka lat temu Jarosław Kaczyński. Bez wątpienia „sprawa Kaczmarka” jest doskonałą egzemplifikacją działania sił, których istnienia nawet nie podejrzewaliśmy. Ale przecież to lider PiS zawsze ostrzegał przed Układem, który może wszystko. Nie powinien więc być zaskoczony. A chyba jest.
Moim zdaniem Jarosław Kaczyński uważał, iż źródłem wszelkiego zła jest przede wszystkim środowisko byłych ubeków i jego przybudówka – WSI. Dlatego czym prędzej zlikwidował tę służbę, po czym… uznał robotę za wykonaną. Tymczasem to tylko rozjuszyło ludzi, którzy przez lata faktycznie rządzili Polską.
Odpowiedź na pytanie co Kaczyński wie o Układzie (lub co mu się wydaje, że wie) jest kluczowa dla zrozumienia sytuacji. Bo może mylę się nisko oceniając zdolność premiera do kontrolowania obecnych wydarzeń. Co więcej – on po prostu musi wiedzieć z czym ma do czynienia. W innym przypadku już przegrał.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)