„Gazeta Wyborcza” przedstawia dziś sylwetkę Piotra Maliszewskiego – jednego z pierwszych strajkujących stoczniowców w pamiętnym sierpniu 1980 roku. Teraz Maliszewski siedzi w więzieniu, skazany za wyłudzenie kredytu. Redaktorzy „GW” pochylają się nad nim z troską, kolejny raz przekraczając granice hipokryzji.
Moim zdaniem opowieść o Maliszewskim powinna się ukazać tydzień temu – obok wywiadu z Mieczysławem Wilczkiem, ministrem przemysłu w rządzie Rakowskiego. To Wilczek doprowadził w 1988 do upadku Stocznię Gdańską i przeprowadził nagłą reformę polskiej gospodarki, de facto likwidując na początku 1989 roku socjalizm. Jeszcze nim zakończyły się obrady Okrągłego Stołu, w Polsce zapanował absolutny gospodarczy liberalizm. Przez kilkanaście miesięcy można było zrobić każdy interes i stać się bardzo bogatym człowiekiem. Jak wiadomo, skorzystała na tym (za zgodą części opozycji) głównie partyjna nomenklatura, a reforma Wilczka stworzyła podstawy systemu określanego obecnie jako „kapitalizm polityczny”.
Maliszewski miał pecha, gdyż najwyraźniej nigdy nie było mu po drodze z Lechem Wałęsą i jego „ekspertami”. Dlatego też musiał radzić sobie sam w Polsce stworzonej przez Okrągły Stół. Przegrał – tak jak wielu. Nie zamierzam się nad nim litować, chociaż losy Maliszewskiego budzą smutek – chore dziecko, odejście żony, brak pieniędzy. Uważam jednak, że to mocno nie w porządku, iż „GW” jednego dnia składa hołdy Wilczkowi (bo wywiad z nim prowadzony był na kolanach), a tydzień później roztkliwia się nad człowiekiem przez Wilczka i jego kolegów zniszczonym.
Dziennikarze nie silą się na refleksję o ciężkim losie bohaterów „Solidarności” ponoszących koszta zgniłego kompromisu z komunistami (zawartego zresztą przez innych bohaterów „Solidarności”). Nie, takie myśli to nie w „Wyborczej”. Zamiast tego wolą podkreślić, że Maliszewskiemu nie chce pomóc Jarosław Kaczyński. Wiadomo – to obecny premier jest całym złem, jakie spotkało nasz kraj. Nawet „bohaterów Sierpnia” trzyma w więzieniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)