Rybitzky Rybitzky
36
BLOG

Potrzebujemy nowej "Solidarności" !

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 29

To wręcz zadziwiające, jak szybko popadliśmy w absolutny polityczny marazm. Przecież Polacy to naród, który był w stanie stworzyć wielomilionową „Solidarność”. Dziś, gdy patrzę na archiwalne filmy i zdjęcia, gdy widzę te dziesiątki tysięcy ludzi na demonstracjach – dziś łapię się na przyjmowaniu teorii Andrzeja Gwiazdy.

Trudno uwierzyć, iż grupka kilku ludzi w kilka miesięcy porwała do działania cały kraj. Jak to zrobili – bez dostępu do mediów, Internetu, a nawet ksera? Ktoś musiał za nimi stać, myślę sobie czasem.

Potem jednak otrząsam się i rozumiem, że taka rzecz była możliwa. Miliony Polaków naprawdę zmobilizowały drzemiącą w sobie siłę i zmieniły bieg historii. Szkoda, iż był to ostatni raz. Ostatni taki dziejowy zryw.

Stan wojenny przetrącił Polakom kręgosłup mocniej, niż to się wydaje. Gigantyczna pozytywna energia Sierpnia został bezpowrotnie utracona. Rok 1989 to już nie było to samo – chwilowa euforia została zatruta zgnilizną kompromisu i przygnieciona trudami transformacji. Niedawni bohaterowie momentalnie pozbyli się świetlistej aury i okazali pełnymi słabości ludźmi.

Zamiast skorzystać z wyjątkowych doświadczeń Sierpnia i szybko stworzyć otwarte, nowoczesne społeczeństwo obywatelskie (to było możliwe!), pamiętaliśmy raczej o Grudniu i szarych latach jaruzelskiej dyktatury. Polacy (ci, którzy mogli) korzystali z owoców kapitalistycznych przemian, nie pomyśleli jednak o dalszej walce o swoje prawa. Politykę oddali w ręce zamkniętej kasty, obdarzywszy ją zresztą czystej formy nienawiścią.

Teraz 60 procent obywateli wolnej Rzeczpospolitej nie chodzi na wybory, równocześnie wybrańców pozostałej części narodu obarczając o wszystko co najgorsze. Słusznie, gdyż politycy dostosowują się do swego społeczeństwa i ani myślą o takich słowach jak „odpowiedzialność” lub „racja stanu”.

Histeryczne media raczą swoją publiczność niekończącym się spektaklem. Wszyscy wiedzą, że to co oglądają, to nic nie znaczące igrzyska. Mimo to każdy śledzi je z wypiekami na twarzy. Nie robiąc równocześnie nic, by to zmienić.

W czasach, gdy wolne media funkcjonują bez zakłóceń, gdy każdy ma dostęp do telewizji satelitarnej i Internetu, gdy jeden komputer daje więcej możliwości niż setka podziemnych drukarni – w takich czasach Polacy nie potrafią powiedzieć „stop”.

Czym to tłumaczyć? Brakiem realnego zagrożenia, takiego jak w 1980 roku? Tym, że najedzeni ludzie nie lubią się buntować? A może nie mają czasu w ciągłym biegu za pieniędzmi i karierą? Ale nie mają czasu na co? Na myślenie o karierze i pieniądzach właśnie? Przecież to co dzieje się w sferze publicznej naszego kraju rzutuje na los każdego z nas. Tymczasem Polacy, rozumiejący to doskonale przed trzydziestu laty, teraz wydają się tego w ogóle nie dostrzegać.

Teraz, w 2007 roku również powinniśmy powołać do życia „Solidarność”, by wspólnie stawić czoła klasie politycznej (całej klasie, podkreślam), która swymi zabawami ogranicza rozwój naszego kraju. Powinniśmy stworzyć nowe postulaty i przedstawić je politykom, z przypomnieniem, że to naród jest suwerenem państwa. Ale oczywiście nic takiego nie zrobimy. Już nie potrafimy.

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Polityka