To nie jest tak, że cała Polska żyje kolejnymi sejmowymi awanturami, wynurzeniami Kaczmarka i ripostami Ziobry. Wszyscy wiemy, iż w rzeczywistości obywateli niezbyt obchodzi medialno – polityczny zgiełk. Czasem jednak Polacy zgadają się o najnowszych wydarzeniach w sferze publicznej. A wtedy… Wtedy zaczyna się kłótnia.
Ostatnie dni kolejny raz pokazały, iż w naszym społeczeństwie (poza tymi, którzy mają wszystko gdzieś) istnieją dwie główne grupy: 1. osoby uważające Kaczyńskich za największe zło w historii Polski, oraz 2. osoby tego zdania nie podzielające. Zaznaczam, że ta druga grupa, to niekoniecznie zwolennicy PiS, a po prostu ludzie patrzący na świat z odrobiną rozsądku.
Jak zapewne Państwo zauważyli dokonałem pewnego wartościowania. Rzecz właśnie w tym, iż cała nasza dyskusja publiczna (co obserwujemy także na S24) polega w tej chwili na ostrej, i stale się pogłębiającej, polaryzacji.
Oczywiście nie jestem w tej refleksji oryginalny. Ta kwestia była już wielokrotnie omawiana, i zapewne jeszcze często będzie – głównie pod kątem szukania dróg porozumienia. Obserwując internetowe fora i sms-y widzów takich programów jak np. „Szkło kontaktowe” dochodzę do wniosku, iż żadnego porozumienia nie będzie.
W Polsce żyją teraz dwie grupy ludzi o określonych poglądach, przy czym tylko jedna z tych grup ma rację. Reszta żyje w błędzie, wychodząc po prostu ze złych przesłanek. Członkowie tych odmiennych frakcji komunikują się ze sobą, lecz nie jest to wymiana myśli, a inwektyw. Co więcej, nawet gdy zdobywają się na głębszą dyskusję, to i tak kończy się ona pyskówką (co na S24 obserwowaliśmy wielokrotnie).
Taki brak wzajemnego zrozumienia nie jest wyłącznie wynikiem różnicy poglądów. To coś więcej. Niewykluczone, że to właśnie owo „coś więcej” powoduje całkowicie odmienny sposób patrzenia na świat.
Gdy dwie osoby zdeterminowane przez ów tajemniczy czynnik rozmawiają – szybko odkrywają, że nie potrafią dojść do porozumienia. Mówią do siebie nawzajem, a pomiędzy nimi wyrasta ściana. Chyba każde z nas spotkało się z takim zjawiskiem.
Moim zdaniem szukanie wyjaśnienia tego zjawiska jedynie na płaszczyźnie aksjologicznej jest bezcelowe. Większość osób reaguje na obecną sytuację polityczną w sposób instynktowny. Ktoś ma po prostu określony pogląd (przy czym część osób ma błędny), tak samo jak kolor oczu lub włosów. Poglądy są więc u Polaków jak cechy fizyczne. A ich nie da się tak łatwo zmienić.
Gdy więc dochodzi do starcia nikt nie chce pozbywać się kawałka własnego ciała – woli wydrzeć go przeciwnikowi, którym automatycznie staje się każdy „odmieniec”. Jedynym rozwiązaniem jest, co najwyżej, nie rozmawiać. Trwać w niechętnej neutralności. Na żadne porozumienie nie ma co liczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)