Miałem zamiar nie komentować wyników sondażu opublikowanego przez „Gazetę Wyborczą”, wychodząc ze słusznego, jak mi się wydawało, założenia, iż wszyscy wiemy jaka jest wartość przeprowadzanych w Polsce badań opinii publicznych. Niestety, ku mojemu zaskoczeniu, odkryłem dziś rano, że nawet dla racjonalnie myślących blogerów jest to jeden z głównych tematów do rozważań.
Zabierając w takim razie głos muszę zgodzić się (chociaż, oczywiście, nie całkowicie) z Azraelem i jego kpiącym wpisem o kolejnej fali sondażomanii. Naprawdę, zadziwia mnie, jak potężna jest magia sondaży, mimo kolejnych spektakularnych klęsk ponoszonych przez ośrodki badań opinii publicznej. Jeśli coś może zagrażać demokracji, to właśnie to zjawisko.
Jedyną pewną rzeczą, ukazywaną przez wyniki opublikowane w GW, jest ich całkowity brak logiki. Przez cztery dni poparcie miało - dla PiS wzrosnąć o osiem procent, a dla PO – spaść o pięć. Taka nagła zmiana nastrojów społecznych, nawet pod pływem gwałtownych wydarzeń nie jest po prostu możliwa. Któreś badania zostały źle przeprowadzone – albo obecne, albo poprzednie. Warto też zwrócić uwagę na odmienność wyników przedstawianych przez inne grupy badawcze, idąca czasem w kilka procent.
Politycy, przynajmniej ci rozsądni, dawno już przestali ufać takim „medialnym” sondażom. Prawo i Sprawiedliwość od lat zleca własne, dużo szersze i dokładniejsze badania, dzięki czemu ma prawdziwe informacje o preferencjach wyborczych obywateli. Niewykluczone, że inne ugrupowania przyjęły podobną strategię. Chociażby PSL, którego działacze, mimo kiepskich „oficjalnych” wyników zachowują stoicki spokój. Oni zapewne wiedzą, że w rzeczywistości sytuacja wygląda lepiej.
Proszę, zachowujmy więc dystans wobec „rewelacji” dostarczanych przez ośrodki badań opinii publicznej za pomocą żądnych sensacji dziennikarzy. Inaczej bowiem będziemy im oddawać część władzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)