Rybitzky Rybitzky
53
BLOG

A tymczasem w Berezie...

Rybitzky Rybitzky Polityka Obserwuj notkę 28

Roman Giertych krzyczał z sejmowej mównicy żądając natychmiastowego zwołania komisji śledczej. Wszyscy posłowie, poza tymi z PiS, oczywiście, słuchali lidera LPR z wielką uwagą, a na koniec zaczęli klaskać. Poniesiony entuzjazmem tłumu mówca wyciągnął rękę…

Nagle sen się urwał. Giertych otworzył oczy i gwałtownie poderwał z siennika. Podstawowa zasada była bowiem taka, że po zapaleniu światła – a to właśnie nastąpiło, więzień ma natychmiast stać na baczność. Były poseł wyprężył się więc ostatkiem sił i trwożliwie wpatrywał w drzwi. Zimny pot spływał mu po plecach, gdy szukał w myślach odpowiedzi na pytanie – znowu przyjdą, czy tym razem to tylko rutynowe straszenie…

***

W tym samym czasie, na jasno oświetlonym dziedzińcu obozu, dwóch żołnierzy patrzyło na Ryszarda Kalisza próbującego robić żabki. Ciężkie ciało eseldowca z trudem odrywało się od błotnistego podłoża.

- Może tym razem da radę? – wyraził swą nadzieję jeden z wojskowych.

- No, schudł już dziesięć kilo – dodał drugi – A ile jest teraz w puli?

- Prawie tysiąc.

- Tysiąc?!

- Cała jednostka obstawia – żołnierz machnął ręką w kierunku pobliskich koszar.

***

Rozgrywającą się na dziedzińcu scenkę obserwował z okna swojego gabinetu naczelnik Specjalnego Miejsca Odosobnienia. On także obstawiał w zakładach dotyczących osiągnięć Ryszarda Kalisza w odchudzaniu i sporcie. Tego wieczora typował, iż więzień pokona przynajmniej piętnaście metrów. Niestety, już po kilku podskokach polityk zdelegalizowanego SLD utopił się w błocie. „Cholerny komuch”, mruknął naczelnik. W kiepskim humorze porzucił widok za oknem i spojrzał na Andrzeja Leppera

Dawny wódz Samoobrony przybył do obozu kilkanaście minut wcześniej. Po przesłuchaniach w Warszawie wyglądał kiepsko. Zamiast drogiego garnituru – szary więzienny kombinezon. Zamiast przylizanej fryzury – wygolona czaszka i ślady po elektrowstrząsach. Nabiegnięte krwią oczy chłopskiego watażki tępo wpatrywały się w kolejnego potencjalnego oprawcę. Lepper słyszał już nieco o miejscu, do którego trafił i wiedział co go tu czeka. Jego zwierzęcy, niezawodny instynkt podpowiadał – „uciekać! uciekać!”. Ale nie było dokąd.

***

W baraku dziennikarzy Pacewicz, Stasiński, Wroński i Beylin grali w pokera, dyskutując o swym ciężkim losie. W odróżnieniu od polityków, ich warunki były całkiem znośne, więc debatowali do późnych godzin. Innym uwiezionym redaktorom utrudniało to sen, ale „Gazeta Wyborcza” nigdy specjalnie nie przejmowała się zdaniem innych.

- Gdzie jest Jarek, do cholery – syknął Beylin.

- Kaczyński? – zażartował Wroński, wywołując stłumiony chichot kolegów.

- Kurski! Czemu z nami tu nie siedzi?!

- Daj spokój, Marek – Pacewicz spojrzał ponad kartami na kolegę – od trzech tygodni ty ciągle o tym samym.

- Właśnie – dodał Stasiński – nie ma się co nad tym zastawiać. Cieszmy się, że chociaż jeden z nas nie wpadł w ten kanał.

- Mówcie co chcecie – rzekł Beylin sceptycznie kręcąc głową – ale moim zdaniem to brat go uratował.

- No co ty – Wroński położył karty na stole, pasując – taki odruch serca? To niemożliwe w przypadku pisowca!

- Zamknijcie się wreszcie – wrzasnął ze swojego ciemnego kąta Daniel Passent – ludzie tu chcą spać!

Rybitzky
O mnie Rybitzky

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka