Dokonująca się u progu XXI wieku rewolucja technologiczna nie ma precedensu w dziejach świata. Gwałtowny rozwój Internetu, telewizji cyfrowej oraz telefonii komórkowej uczynił niektórych ludzi miliarderami, a ogromną masę postawił przed całkiem nowymi możliwościami.
Kilkadziesiąt lat temu nawet pisarze science fiction nie wyobrażali sobie obecnie nas otaczającej rzeczywistości. Owszem pojedyncze elementy, takie jak światowa sieć komputerowa, czy małe urządzenia służące do łączności każdego z każdym – to istniało w głowach Heinleina, Dicka lub Asimova. Lecz żaden z nich nie spodziewał się, iż technologia przyszłości tak mocno będzie nastawiona na komunikację i rozrywkę (może poza naszym Lemem).
Wpływ cyfrowej rewolucji na życie społeczne jest ogromne. Jeszcze niedawno telefon wielkości cegły był symbolem wyjątkowego luksusu. Po kilku latach rodzice kupują dzieciom malutkie pudełeczka będące telefonem, aparatem, kamerą, radiem i odtwarzaczem muzyki (posiadającym jeszcze wiele innych funkcji). Każdy ma dostęp do technologii, która jeszcze niedawno wydawała się magią.
Gwałtowne zmiany zachodzą również w sferze kultury i wymiany myśli. Łatwość zdobywania muzyki, filmów oraz innych „dóbr intelektualnych” kusi niemal wszystkich. To nic, iż ściąganie plików jest działaniem na granicy prawa – możliwość szybkiego i darmowego wejścia w posiadanie np. ulubionej muzyki, jest jak najsilniejszy narkotyk. Twórcom pozostają więc bezskuteczne apele lub przystosowanie do nowych warunków. Już teraz widzimy szybki rozwój karier artystów wypromowanych najpierw w Internecie. Od tego trendu nie ma odwrotu.
Niektórzy próbują stawić opór nieuchronnemu. Nic dziwnego – w tak szybko ewoluującym świecie nie każdy potrafi się przystosować. Zwłaszcza osoby stare (niekoniecznie ciałem, raczej duchem) bronią dawnych zasad nie dostrzegając ich archaiczności popadającej w śmieszność.
Pełen takich starych ludzi jest polski Sejm, co pewien czas przegłosowujący ustawy o prawie autorskim lub przeciw komputerowemu piractwu. Na szczęście większość przepisów pozostaje martwa, chociaż de facto można by ich przy pomocy skazać niemal każdego Polaka (taka podpowiedź dla rządzących). Proszę mnie dobrze zrozumieć – jestem przeciw kradzieży „dóbr intelektualnych”, lecz tego problemu po prostu nie można rozwiązać w sposób proponowany przez naszą gerontokrację.
Do grona starców musze od dziś zaliczyć także Wojciecha Sadurskiego. Już podczas „sprawy kataryny” pokazał on, że za bardzo nie rozumie na czym polega Internet (lub też nie chce rozumieć). Dla niego nadal ważne jest kto pisze, a nie co, i to jest (jak sądzę) jedyny powód jego nagłego ataku na Free You Mind’a. To archaiczny sposób myślenia ciągle licznej grupy osób – dopiero tytuły naukowe, znajomości i wiek tworzą autorytet. Ja osobiście specjalnym fanem Free nie jestem, a nawet, przyznaję, też mnie zastanawiało jak może on pisać tyle tekstów dziennie. Jednak od kilku dni chyba znam odpowiedź – FYM może być na przykład niskiego szczebla urzędnikiem państwowym. Wiem z autopsji (praktyki w Urzędzie Wojewódzkim), że oni przez osiem godzin nie robią nic poza siedzeniem w necie.
Ale to naprawdę nieważne – kim jest FYM, kataryna lub ktokolwiek inny. Dla mnie oni istnieją poprzez swoje wpisy. Zapewne miło będzie poznać ich kiedyś w realu, ale przecież ja już te osoby znam – podobnie jak one mnie. Wojciech Sadurski to dla mnie także nic innego jak anonimowy nick. Gdyby nie Salon24 mógłbym o nim nigdy nie usłyszeć, a tak proszę – czytam, rozumiem, polemizuję. Na tym polega siła Internetu – to całkiem nowy rodzaj komunikacji. Nigdy ludzie tak łatwo nie mogli wymieniać myśli, i nigdy nie byli w tej wymianie tak równi.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)