Czy dzięki bohaterskim czynom mamy prawo do specjalnego traktowania przez całe życie? Część dawnych działaczy „Solidarności” próbowała nas przekonać właśnie do takiego punktu widzenia. Zdaniem Frasyniuka, Lityńskiego i innych starszych panów z Partii Demokratycznej to, że kiedyś stanęli do walki z totalitarnym ustrojem ma ich predestynować do decydowania o różnicach między dobrem a złem. Do, jak to określili, „ustawiania moralnej poprzeczki”.
Tymczasem są oni niczym innym jak żałosną grupką historycznych odpadków. Mogli być wielcy, lecz zdecydowali się rozmienić na drobne. Przegrywali swoje kolejne szanse, tracąc resztki społecznego poparcia, członków, a nawet młodzieżówkę (kilka miesięcy temu Młode Centrum w całości opuściło PD). W końcu stali się listkiem figowym dawnych przeciwników.
Bez wątpienia wielu członków PD dokonywało kiedyś wyjątkowych czynów. Tym bardziej boli, gdy widzi się upadek dawnych bohaterów. To żałosne: Onyszkiewicz radośnie uśmiechnięty gdzieś za plecami Kwaśniewskiego, Frasyniuk przemawiający do sali pełnej starych aparatczyków. Czyżby o to walczyli?
Wolałbym, żeby „demokraci” nie potwierdzali, iż ich celem zawsze był sojusz z postkomunistami. Niestety, z głupkowatymi uśmiechami politycy PD zapewniają jak bardzo się cieszą, i jaka świetna to była decyzja. Moim zdaniem przekreślają w ten sposób swoją chwalebną przeszłość.
W zeszłym roku widziałem Frasyniuka podczas dyskusji na Uniwersytecie Wrocławskim. Jedyne co mówił, to w kółko powtarzane – „ja w więzieniu dupy nie dałem”. Cóż, w więzieniu nie dał. Teraz wykonuje wspomnianą czynność wraz z kolegami i na oczach milionów widzów. To przykry koniec legendy.


Komentarze
Pokaż komentarze (56)