Jak pokazuje przykład PO, ale też LiD, politycy są gotowi na wszystko w celu zdobycia wysokiego miejsca na liście wyborczej. Wywołają nawet szkodzącą własnej partii awanturę, byle tylko nie dać się zepchnąć ku dolnej krawędzi kartki do głosowania.
Rzecz jasna, taka sytuacja ma proste uzasadnienie – wysokie miejsce na liście daje łatwiejszy wstęp do parlamentu. Wyborcy bowiem zachowują się zwykle w łatwy do przewidzenia sposób – popierając partię oddają głos na osobę otwierającą listę kandydatów.
Wiedza o przyzwyczajeniach elektoratu jest źródłem takich właśnie żenujących sporów jakie obserwujemy, oraz kilku innych politycznych patologii. Dzięki zjawisku powszechnego wspierania „jedynek” w naszym parlamencie istnieje grupa „niezatapialnych” polityków. Nawet, gdy swoim postępowaniem zażenują wszystkich, łącznie z własnym elektoratem – i tak widzimy ich w kolejnym Sejmie. Gwarantuje to lenistwo wyborców.
Wśród tysięcy kandydatów do parlamentu, w różnych partiach, są ludzie na których naprawdę warto oddać głos. Niestety, zwykle nie mają oni medialnego nazwiska, ani milionów na koncie. Moim zdaniem powinniśmy dać im szansę i chociaż w ten sposób pokrzyżować szyki partyjnych bonzów. Pokażmy im, że prymitywna socjotechnika to nie wszystko, a w ostatecznym rozrachunku i tak decydują obywatele.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)