- Szmaja, słyszysz mnie…? – Janusz Zemke szeptem zwrócił się do kolegi.
- Cholera, prosiłem, żebyś tak do mnie nie mówił – oburzył się Jerzy Szmajdziński.
- Przepraszam… Ale jakieś chwytliwe to przezwisko.
- Taa, pewnie – odburknął były szef MON. – A wiesz jak na ciebie mówią strażnicy?
- Hm?
- Zombie… - zachichotał Szmaja.
- Dlaczego zombie?
Szmajdziński popatrzył chwilę w milczeniu na kolegę i postanowił zmienić temat:
- No więc, podsłuchałem strażników. Olek nadal jeździ po Europie. Może coś z tego będzie. Ponoć Bracia są wściekli…
Zapowiadającą się ciekawie rozmowę brutalnie przerwał pilnujący więźniów sierżant:
- Nie gadać! Szorować dalej tę podłogę!
***
Aleksandrowi Kwaśniewskiemu kolejny raz w politycznej karierze dopisało szczęście. Gdy w Warszawie oddział specjalny CBA wysadzał drzwi siedziby SLD, były prezydent Polski kontrolował akurat zawartość swojej skrzynki w jednym ze szwajcarskich banków. Przeglądał plik kartek i zastanawiał, czy w końcu ich wszystkich nie spalić. Ostatecznie jednak włożył je, jak zwykle, do środka i starannie zamknął wieko.
***
Kolejne minuty były dla Kwaśniewskiego jak najczarniejszy senny koszmar. Zaraz po opuszczeniu grubych bankowych murów odebrał dziesiątki telefonów od przerażonych przyjaciół. Gdy tylko zorientował się w tragizmie sytuacji zrozumiał jaką przezornością było nie zabierać do Szwajcarii przysługujących mu Borowców. Zamiast nich skorzystał z ochroniarzy pracujących w firmie zaufanego człowieka. Czekali właśnie na niego w samochodzie zaparkowanym pod bankiem. Kwaśniewski opanował rozedrgane nerwy, wykręcił numer żony i spokojnie ruszył w kierunku auta.
***
Jola niestety została w kraju. Córka też. Porozmawiał z nimi tylko raz, potem już nie mógł się dodzwonić. Wyrzucił więc komórkę, bo na pewno siepacze Kaczyńskich mogli go dzięki niej namierzyć. Przez pierwsze kilka dni Kwaśniewski naprawdę mocno się bał i nie wychodził z silnie strzeżonego pokoju w genewskim Hiltonie. Potem jednak szybko wczuł się w rolę męczennika walki o demokrację. Jako jeden z niewielu dostępnych polityków polskiej opozycji szybko został gwiazdą światowych mediów. Poniekąd zawsze o tym marzył.
Do końca sierpnia udzielił setek wywiadów. Zdjęcia jego umęczonej twarzy widniały na pierwszych stronach gazet – od „New York Timesa”, poprzez „Haaretz” i „El Pais”, aż po „Sankei Shimbum”. Pragnąc zdyskontować tę popularność przeniósł się z Genewy do Londynu. Chciał „stanąć na czele setek tysięcy mieszkających na Wyspach Brytyjskich Polaków i poprowadzić ich do zwycięstwa z faszystowskim reżimem” (wypowiedź z wywiadu dla „Financial Times” udzielonego na lotnisku Heatrhow).
***
Już następnego ranka po przylocie do Zjednoczonego Królestwa z Kwaśniewskim spotkał się premier Brown. A na wieczór były prezydent Polski został zaproszony na przyjęcie do ambasady Rosji, wydawane przez rosyjskiego ministra praw zagranicznych. Przybył on do Londynu specjalnie po to, by spotkać się z Kwaśniewskim. Do Moskwy, przez Białoruś dotarła bowiem grupa polskich patriotów, którym liderował Włodzimierz Cimoszewicz. Rosjanie pragnęli włączyć się w proces odbudowy demokracji w Polsce.
***
Jednak do rosyjskiej ambasady Kwaśniewski nigdy nie dotarł. Po powrocie z Downing Street spotkał w hotelu czekających reporterów z BBC. Zaczęli rozmawiać, gdy nagle zadzwonił telefon jednego z Anglików. Dziennikarz słuchał uważnie, a na jego twarzy rysowało się coraz większe napięcie. Gdy się rozłączył spojrzał na Kwaśniewskiego i rzekł z oksfordzkim akcentem:
- Panie prezydencie, w Polsce doszło do brutalnego stłumienia zamieszek. To temat numer jeden w światowych serwisach. Zechce pan skomentować te wydarzenia w naszym studiu teraz, na żywo?
- Oczywiście.
- To będziemy czekać na pana w siedzibie BBC, za piętnaście minut – dziennikarze zebrali się do wyjścia.
- Zaraz – powstrzymał ich Kwaśniewski – piętnaście minut? Właśnie odesłałem samochód.
- Nie ma problemu – uśmiechnął się reporter. – Możemy zabrać pana prezydenta. Ochroniarzy też.
- Och, najwyżej jednego. To przecież bezpieczny kraj.
- Dokładnie, panie prezydencie, dokładnie…
***
Akcja „Wróg publiczny” przebiegła bez problemów. Polscy agenci udający dziennikarzy BBC zwabili Kwaśniewskiego i jednego z ochroniarzy do samochodu, odurzyli gazem i wywieźli za miasto, gdzie czekał helikopter. Nim Kwaśniewski został przewieziony na pokład czekającego na Morzu Północnym okrętu „Xawery Czernicki”, który z pełną prędkością wyruszył na Bałtyk.
***
Niech mówią, że to nie jest miiiłooość!!!...
Zamknięty w ciasnej, jasno oświetlonej celi więzień apatycznie wpatrywał się w ścianę. Wyglądał, jakby spał z otwartymi oczami. W jego głowie dudniła puszczana przez potężne głośniki muzyka Piotra Rubika.
- Ile to już czasu? – minister Ziobro oderwał wzrok od ekranu przekazującego obraz z zamontowanych w celi kamer.
- Trzydzieści dwie godziny – odparł naczelnik więzienia na Rakowieckiej.
- Hm… I cały czas Rubik? – zaciekawił się minister.
- Tak jest. Bez przerwy. Ale nadal nie chce mówić.
- Trudno. Mamy czas.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)