Dyskusja, która wywiązała się na łamach „Dziennika” po publikacji tekstu Tomasza Platy „Młoda Polska samodzielna” zmierza ku jednemu wnioskowi – może i jest źle, ale nic się nie da zrobić. Jak słusznie zauważa Jacek Kloczkowski, spór o rolę młodych w polityce jest jałowy i wtórny. Czy jednak faktycznie nie ma o czym rozmawiać? Czy sytuacja w naszym kraju nie jest wyjątkowa, a młodzi ludzie nie muszą w dopominać się o swoje prawa?
Otóż problem publicznej aktywności młodych Polaków jak najbardziej istnieje. Jesteśmy wielką grupą społeczną. Tak jest, można nas wyróżnić na tle reszty społeczeństwa – nie tylko ze względu na wiek. Niezależnie od poglądów posiadamy bardzo podobne życiowe doświadczenia, a przede wszystkim cele do jakich dążymy – i których nie możemy zrealizować z powodu działań rządzącej nami gerontokracji.
Państwo Polskie nie ma żadnego pomysłu na współpracę ze swymi najmłodszymi obywatelami. Nie chodzi mi tu o wsparcie, nie o socjalną pomoc, a właśnie o współpracę. Nic więcej nie chcemy – dajcie nam się zrealizować we własnym kraju. Założyć firmę, pracować za godne pieniądze, realizować siebie. Niestety, polscy politycy od lat są niewolnikami kasty osób uzależnionych od państwa. Pod wieloma względami PRL nadal trwa, a Polska wyrzuca miliardy, by pomagać ludziom nic jej nie dającym.
Konieczność prowadzenia socjalistycznej polityki społecznej powoduje, iż naszego kraju nie stać na niezbędne reformy. Cierpi na tym najbardziej ambitna, aktywna i pracowita grupa – osoby między dwudziestką a trzydziestką. My już nie pamiętamy, że „czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy”. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy dziećmi Balcerowicza. Rozumiemy, iż do wszystkiego musimy dojść własną ciężką pracą. Zresztą - nie mamy innego wyjścia. Wyjazd do Anglii jest więc czystym pragmatyzmem – tam można zarobić na cały rok, więc nad czym tu się zastanawiać? Gdyby praca w Polsce dawała chociaż cień szansy na realizację finansowych ambicji nikt by stąd nie wyjeżdżał.
Jednakże nasza ojczyzna jest krajem ciężkim do życia. Co najgorsze – już teraz mogłaby być dla nas dużo atrakcyjniejsza. Lecz ciągły strach polityków przed koniecznymi głębokimi zmianami blokuje wszelkie próby reform. Ostatnim przykładem jest upadek tzw. „pakietu Kluski”.
Przyjmując punkt widzenia polityków sytuacja jest poniekąd bardzo logiczna. Młodzi ludzie nie potrafią się zorganizować, a ich absencja przy wyborczych urnach jest masowa. Tym samym wpływ moich rówieśników na życie publiczny jest niemal zerowy. To zwalnia polityków od konieczności myślenia o naszych potrzebach. Skupiają się na prowadzeniu polityki odpowiadającej ludziom głosującym – bo to od nich przecież zależy byt kolejnych parlamentów i rządów.
Oczywiście istnieją politycy o stosunkowo młodym wieku. Nie są jednak oni reprezentantami swojego pokolenia. Wdrapując się po szczeblach partyjnej hierarchii przejmują (bo muszą przejąć) archaiczny sposób myślenia rządzącej Polską gerontokracji. Są niczym innym jak wiernymi kopiami swoich starszych kolegów. Świadczy o tym chociażby to, że nie kierują swojego przekazu do rówieśników, a do tych samych grup co pozostali politycy. Na polskiej scenie politycznej po prostu nie ma ludzi, którzy zbudowali kariery na poparciu najmłodszych obywateli.
Taka sytuacja to bez wątpienia wina nas samych. To my, dwudziestolatkowie, tacy zaradni i pracowici w innych dziedzinach, pozostawiliśmy politykę ludziom tkwiącym mentalnie w PRL. Woleliśmy odwrócić się plecami, zdegustowani tym co obserwowaliśmy dorastając, zamiast spróbować własnoręcznie coś zmienić. Teraz musimy płacić koszta naszego zaniechania. Jednak przecież jeszcze nic straconego. Nadal mamy szansę dostosować kraj do naszych potrzeb.
Uczynić to musimy sami, bez oglądania się na obecną klasę polityczną. Nie widzę sensu w postulowanych przez autorów publikowanych w „Dzienniku” tekstów próbach stopniowego wpływania na sposób myślenia elit. Im na nas nie zależy – jesteśmy zagrożeniem. Polska potrzebuje młodzieżowej rewolucji na miarę tej, która w 1968 roku nastąpiła w krajach zachodniej Europy. Oczywiście założenia naszej rewolucji muszą być kompletnie inne, lecz podstawowa zasada pozostanie ta sama: odrzucamy zastaną rzeczywistość i kreujemy własną.
Jeśli nie weźmiemy własnego losu w swoje ręce to staniemy się „straconym pokoleniem”, skazanym na życie w kraju ukształtowanym przez naszych rodziców i dziadków. Będziemy dusić się w archaicznym systemie, tracąc kolejne szanse i marząc tylko o jednym – o wyjeździe.
ps. Dyskusja o Młodej Polsce toczy się na łamach „Dziennika” od soboty. Opublikowano już teksty Tomasza Platy, Konrada Wernera, Jacka Kloczkowskiego oraz mój list oparty w dużym stopniu na moim wpisie „Dlaczego w Polsce nie ma rewolucji?”. Powyższy tekst również wysłałem do „Dziennika”, ale nie wiem, czy go opublikują.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)