Podobno niektórzy uważają mnie za marudę. Cóż, jak tu nie marudzić, gdy człowiek musi wysłuchiwać takich wypowiedzi jak na przykład ostatnia opinia premiera o Radosławie Sikorskim. Jarosław Kaczyński stwierdził, iż były minister MON promował w polskiej armii oficerów wyszkolonych przez sowieckie GRU i KGB.
I co ja mam na to powiedzieć? Może to: „Och super jest ten nasz premier, na pewno ma rację. Cholerny ruski szpieg z tego Sikorskiego. Z pewnością Sowieci wysłali go do Afganistanu w latach osiemdziesiątych, żeby zbudować mu legendę fanatycznego antykomunisty i wykorzystać w przyszłości, gdy w Polsce skończy się PRL, a po 16 latach powstanie rząd PiS. Wtedy pod maską zwolennika dekomunizacji Sikorski wkupi się w łaski braci Kaczyńskich i zostanie ministrem, a potem będzie promował naszych ludzi”.
No, w zasadzie mógłbym coś takiego powiedzieć i wrócić bujać się dalej na miękkiej, białej chmurce swojego bezpiecznego, wewnętrznego świata. Są tacy, także tu na Salonie24, którzy tak robią. Niestety jakoś nie potrafię dołączyć do ich grona.
Chociażbym bardzo chciał, łąki politycznej nirwany są dla mnie niedostępne. Dlatego też jestem skazany na cierpienia i gorzkie refleksje. Trudno stać przy Jarosławie Kaczyńskim, który rezerwuje sobie prawo do wszelkich politycznych wyborów (np. do sojuszu z Samoobroną, partią złodziei i gwałcicieli, a teraz nawet Leszka Millera), a odmawia tego prawa innym.
Rozumiem, że premierowi nie podoba się „transfer” Sikorskiego. Ale po co zaraz rzucać od razu (de facto) zarzuty o zdradę? Po co w bezsensowny i histeryczny sposób obrażać naprawdę wartościowego człowieka, który w dodatku potrafi się obronić? Nie znajduję odpowiedzi na te pytania. Marudzę, znaczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)