Po przybyciu na imprezę u Krzysztofa Leskiego zostałem z miejsca postawiony przed jednym wielkim pytaniem o najnowszą wypowiedź premiera. Tą „trzynastogrudniową”. Przez poprzednie kilkadziesiąt godzin nie miałem kontaktu z mediami i nie wiedziałem o co chodzi. Udzieliłem więc bardzo wymijającej odpowiedzi, starając się zmienić temat. Wracając do Wrocławia przemyślałem jednak kwestię „nowego 13 grudnia” (a miałem naprawdę dużo czasu). Oto moja krótka odpowiedź.
***
Przez pierwsze tygodnie pozornie nie działo się nic. Oni tylko zajęli opuszczone przez pisowskich ministrów gabinety, ale poza tym zachowywali wyjątkowy spokój. Zwłaszcza w porównaniu z przedwyborczą histerią. Oczywiście we wszelkich państwowych urzędach oraz służbach od pierwszego dnia trwała wielka i brutalna wymiana kadr, lecz tym razem media nie biły na alarm. Strony gazet i programy informacyjne pełne były uśmiechniętych ludzi, ufnie patrzących w przyszłość.
Politycy PiS z trudem, ale jednak pogodzili się z porażką. „Trzeba zacząć wszystko od nowa i za cztery lata zapewnić sobie absolutną większość” – powiedział Jarosław Kaczyński zaraz po przekazaniu urzędu Aleksandrowi Kwaśniewskiemu.
Rybitzky był osobiście nawet nieco zadowolony z powrotu do opozycji. Zrobiło się jakby prościej, a poruszona klęską partia postanowiła dokonać kilku zmian o które zawsze postulował. Powrócono do pracy na poziomie lokalnych struktur i rozpoczęto poszukiwanie nowego elektoratu. Warszawscy liderzy w końcu zrozumieli, że prawa demografii robią swoje i bazowanie na słuchaczkach Radia Maryja to nie jest droga do sukcesu.
Niestety, Prawu i Sprawiedliwości nie było dane sprawdzić skuteczności nowej taktyki. Wszystko urwało się pewnej mroźnej nocy, gdy o akcji wkroczyli funkcjonariusze ABW wspierani przez specjalne oddziały wojska i policji. Aresztowano wszystkich winnych zbrodni IV RP. Od prezydenta po szeregowych członków PiS.
Zaskoczenie było kompletne, tylko niektórzy próbowali uciekać. Na przykład Rybitzky w ostatniej chwili wymknął się do pobliskiego lasu. Niestety, psy wytropiły go po kilku godzinach. Nawet dobrze się stało, bo internetowy propagandzista nie zdążył wziąć ciepłego swetra. Zamarzłby pod jakąś sosną.
W areszcie na Podwalu Rybitzky spotkał kilku kolegów, zgarniętych przez policję wcześniej. Siedzieli z pochylonymi głowami, czasem spoglądając po sobie ponuro.
- Prezes mówił, że tak będzie – jeden z więźniów zakłócił panującą w celi ciszę.
- Tak… - Rybitzky smutno pokiwał głową. – A ja mu nie wierzyłem…


Komentarze
Pokaż komentarze (18)