Zapoczątkowanie niemal sześćdziesiąt lat temu procesu jednoczenia Europy było bez wątpienia czynem godnym największego uznania. Nasz kontynent, od tysiącleci szarpany wojnami, wstąpił na zupełnie nową drogę – pokojowej koegzystencji i nadzwyczajnego gospodarczego rozwoju.
Oddając w referendum głos za przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej byłem całkowicie przekonany o słuszności tego kroku. Więcej – czułem radość, że oto nasz kraj wstępuje do Wspólnot. Dziś również zagłosowałbym na „tak”. Dla Polski nie ma innej drogi niż Unia. Jednakże teraz już nie czułbym radości. Bo teraz lepiej wiem, czym jest UE.
Mój „euroentuzjazm” skończył się w ostatnich kilku miesiącach, paradoksalnie właśnie dzięki lepszemu kontaktowi z przejawami funkcjonowania unijnych instytucji. Podczas spotkania młodzieży krajów Unii spotkałem dziesiątki ludzi bezkrytycznie ufających brukselskiej administracji, w dodatku cynicznie wykorzystywanych do propagandowych celów tejże. Mogłem tam też się przekonać, że dla działaczy prounijnych stowarzyszeń Polska jest teraz symbolem największego zła, mimo iż tak naprawdę nic o niej nie wiedzą.
A po powrocie z wakacji i podjęciu praktyk w urzędzie zajmującym się rozdziałem europejskich funduszy jest mi dane obserwować gigantyczną biurokratyczną machinę, która rozrasta się na brzegu strumienia unijnych pieniędzy. Finansowa pomoc jest z pewnością szansą dla naszego kraju, lecz stopniowo poznaję jej koszty – tak jak wszyscy Polacy oglądający telewizję.
Oto bowiem okazuje się, że nasze prawa i zwyczaje już nie są najważniejsze. A prawa unijne mozna kształtować w dowolny sposób - chociażby przedstawiając do przyjęcia krajom członkowskim stale ten sam dokument, tyle, że pod zmienioną nazwą. Brukselska biurokracja ma coraz większą władzę wpływając swymi decyzjami na życie milionów ludzi, a tymczasem kontrola nad nią jest nikła, nieporównywalna do kontroli nad rządami poszczególnych państw.
Trudno znaleźć uzasadnienie dla potrzeby dalszej instytucjonalizacji Unii, lecz proces ten i tak się dokonuje. Jeszcze trudniej zrozumieć czemu mają służyć usilne dążenia do stworzenia jednej wspólnej interpretacji tego co moralne, a co nie.
Polska potrzebuje Unii. Wszystkie europejskie kraje jej potrzebują. Ale tylko i wyłacznie wtedy, gdy jest ona faktyczna płaszczyzną współpracy między równymi parterami, a nie Lewiatanem pragnącym zapanowac nad naszymi myślami oraz pragnieniami. Dziesiątki miliardów Euro nie mogą być ceną za wolność.


Komentarze
Pokaż komentarze (38)