Pod wpisem Tomasza Sakiewicza o planowanych uroczystościach związanych z pośmiertnym awansowaniem ofiar Katynia zaroiło się od komentarzy zarzucających wykorzystywanie narodowej tragedii do celów rządowej (znaczy pisowskiej) propagandy.
Taki rozwój dyskusji był do przewidzenia – wystarczyło obserwować publiczne debaty (nie tylko w Salonie24) przy każdej podobnej okazji. Podczas rocznicowych obchodów 1 sierpnia, 15 sierpnia, 1 września, czy 17 września – zawsze pojawiał się wobec PiS zarzut prowadzenia polityki na grobach polskich ofiar.
Oczywiście zarzuty padają tylko z jednej, konkretnej strony – tych ludzi, którzy gdyby właśnie nie głośne obchody zapewne w ogóle by o tych rocznicach nie pamiętali. Albo nie przywiązywaliby do nich wagi, uważając naszą przeszłość za martyrologiczne obciążenie.
Nawet gdyby założyć, że PiS wykorzystuje historyczne rocznice specjalnie, to trudno uznać to za zarzut. Jeśli takie działania dają partii poparcie, to najwyraźniej podobają się Polakom. Widać tego potrzebowali - godnie obchodzić narodowe uroczystości i czuć dumę z bohaterskiej przeszłości naszego kraju.
Uważam jednak, że politycy Prawa i Sprawiedliwości akurat w tym przypadku nie są cyniczni. Jeśli miałbym wskazać coś najbardziej pozytywnego (moim zdaniem) w tej partii, to właśnie wielka duma z polskiej historii. To ona kierowała Lechem Kaczyńskim zakładającym Muzeum Powstania Warszawskiego, nie chłodna polityczna kalkulacja. Przecież nikt wówczas nie wiedział jakim sukcesem okaże się Muzeum.
Szacunek dla przeszłości jest dostrzegany na każdym szczeblu PiS. Pamiętam, jak w zeszłym roku pojechaliśmy na Litwę demonstrować pod białoruską granicą. Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę na Rossie – wileńskim cmentarzu, gdzie pochowana jest między innymi matka Józefa Piłsudskiego, oraz Jego Serce. Tłum pisowców (zaznaczmy: żadnych znanych twarzy, i żadnych fotoreporterów wokół, a wybory były na Białorusi, nie u nas) wyspał się z autobusu, ze zniczami oraz polskimi flagami zabranymi specjalnie na tę okazję. Ktoś wygłosił krótka przemowę, potem modlitwa, a następnie wspólne odśpiewanie „Pierwszej Brygady”.
A z boku stała grupka działaczy Młodego Centrum (wówczas jeszcze młodzieżówki PD), których zabraliśmy wtedy ze sobą. Ogólnie bardzo ich lubię, ale wtedy właśnie okazało się, jak wiele nas różni. Obserwując bowiem śpiewających pisowców szepnęli do mnie: „Czemu takie przedstawienie robicie?”.
Cóż, są ludzie, którzy zawsze będą lubić takie „przedstawienia”. I właśnie dzięki PiS okazało się, jak wielu ich jest. Ta partia nie odniosła wielu sukcesów, to fakt. Ten jeden jest jednak niewątpliwy.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)