Po ostatnim wystąpieniu Władysława Bartoszewskiego tylko w jeden sposób mogę odpowiedzieć na pytanie zadane przez Traube. Otóż zawsze uważałem, że takim osobom jak Bartoszewski szacunek należny jest z zasady. Teraz, pełen bólu, muszę zmienić zdanie. Nikogo nie można szanować bezkrytycznie.
Nie wiem, czy Władysław Bartoszewski przejmuje się tym, iż w oczach jednego z młodych pisowców jego autorytet upadł. Zapewne jest mu to obojętne – przecież ja służę tym dewiantom i frustratom, których on tak nienawidzi (bo trudno formę jego wypowiedzi uznać za trzeźwą analizę).
W tym miejscu musze zaznaczyć, że nie obrażam się na Bartoszewskiego dlatego, iż atakuje PiS oraz jego przywódców. Sam to często robię. Mam żal, że niekwestionowany (do niedawna) autorytet postanowił opowiedzieć się wyraźnie po jednej ze stron politycznej walki i wziąć w niej udział.
Tym samym Bartoszewski osobiście strącił się z narodowego panteonu i wpadł w nasze polskie szambo. Sam sprowadził się do roli partyjnego krzykacza. Naraził się w ten sposób na tradycyjne ataki kupkami tego, co zwykle w szambie pływa. Teraz nie będzie mi go bynajmniej żal, gdy zacznie się nagonka. Żal mi za to legendy.


Komentarze
Pokaż komentarze (55)